Polish Arabic Chinese (Traditional) Czech English French Georgian German Greek Hindi Hungarian Italian Japanese Russian Serbian Spanish Swedish Turkish Ukrainian

Wymęczone zwycięstwo z Macedonią

Reklama

pt., 06/07/2019 - 22:59 -- zzz

To było dziewiąte spotkanie drużyny prowadzonej przez Jerzego Brzęczka i całkiem prawdopodobne, że najgorsze. Nasi piłkarze wyglądali, jakby zobaczyli się po trzech treningach i jeszcze nie do końca zdążyli się poznać, a także jakby nie mieli zielonego pojęcia, czego wymaga od nich trener.

 

Polacy mieli szczęście przy dwóch doskonałych okazjach Macedończyków, 38-letni Goran Pandev pokazywał będącemu w najlepszym wieku dla piłkarza Piotrowi Zielińskiemu na czym polega rozgrywanie, Eljif Elmas i Egzijan Alioski dawali lekcję tresury piłki, która słuchała się ich tak, jak żadnego z Polaków. Lewandowski walczył z przodu, ale częściej tyłem do bramki, szukał wsparcia, ale ono nie nadchodziło nawet po kontrach. Polacy wprowadzili coś nowego nawet do elementu, w którym zawsze byli mocni - zatrzymywali szybki atak, by poczekać, aż zdążą wrócić rywale. Mateusz Klich był niewidoczny, w naszej przebiegłej taktyce liczyliśmy chyba tylko na to, że Kamil Grosicki w swoim szaleńczym pędzie okaże się nie do zatrzymania i coś wymyśli. Albo wepchnie piłkę do siatki osobiście.

Piątek wszedł na boisko po przerwie i pokazał, że gra teraz w klubie, w którym grał kiedyś Filippo Inzaghi, który w Milanie zdobywał bramki z niczego. Po zamieszaniu po rzucie rożnym Piątek strzelił niby przewrotką, a na pewno nad głową, piłki nie sięgnął ani Kamil Glik, ani Lewandowski i zrobiło się 1:0 dla Polski. Ten gol był jak ten mecz. Strzeliła go cała drużyna po asyście szczęścia. Taktyka z dwoma napastnikami nie spowodowała jednak zmiany obrazu gry reprezentacji Polski. Trybuny ucichły, gospodarzom trochę zmiękły nogi i trafiło nam się piętnaście minut, kiedy mogliśmy podwyższyć prowadzenie, bo śmielej dochodziliśmy pod bramkę przeciwnika. Najlepszą okazję zmarnował Grosicki, później wszystko wróciło do normy - atakowali Macedończycy, Polacy bronili się tyle skutecznie, co fartownie. Kiedy popatrzy się, na jakie występy stać naszych zawodników w silnych zagranicznych klubach i porówna z tym, co pokazali w Skopje, można zastanawiać się, jak wielkiej sztuki dokonali tak błyskawicznie tracąc formę. W piątek do ostatniej minuty drżeliśmy o to, czy pokonają drużynę, która jeszcze nigdy w historii nie grała na wielkim turnieju.

Polacy po trzech kolejkach oczywiście są liderami, jednak nie mogą uznać, że są na dobrej drodze do sukcesu. Tak, zapewne da się w ten sposób awansować na Euro, ale nie da się w taki sposób ani dać radości kibicom, ani rozbudzić ich nadziei na to, że nadeszły w końcu dobre czasy. Sukces drużyny Adama Nawałki wcale nie polegał na tym, że Polacy nagle zaczęli regularnie wygrywać z Niemcami, pokonując przy okazji Brazylię i Hiszpanię. Polacy za Nawałki wygrywali mecze wyjazdowe, które wypadało wygrać - Gruzinom strzelili cztery gole w Tbilisi, zdobyli sześć bramek w Erywaniu w meczu z Armenią, ograli też Czarnogórę w Podgoricy - obalając mity o gorących terenach, piekle Bałkanów czy kotle Kaukazu. To wystarczyło do awansu na dwie wielkie imprezy.

W poniedziałek na Stadionie Narodowym w Warszawie Polska zagra z Izraelem. Przed własną publicznością trzeba pokazać coś więcej niż to, że potrafi się wepchnąć siłą trzy punkty do woreczka.

 

Autor: 
zzz
Źródło: 

wp/plportal.pl

Polub Plportal.pl:

Reklama