Polish Arabic Chinese (Traditional) Czech English French Georgian German Greek Hindi Hungarian Italian Japanese Russian Serbian Spanish Swedish Turkish Ukrainian

Cannavaro? Nie idźcie tą drogą!

Reklama

pon., 01/03/2022 - 23:04 -- MagdalenaL

Fotografia: Microsoft News

 

Kibice piłki nożnej w prezencie świątecznym otrzymali możliwość spekulacji: kto obejmie stery piłkarskiej reprezentacji Polski w perspektywie meczów barażowych przed katarskim mundialem? Paulo Sousa zasłużył na zapomnienie. Kolejny „wynalazek'” na tej lukratywnej posadzie doprowadził kadrę do zwycięstw z Andorą, San Marino, oraz jedyną „potęgą” futbolową, czyli Albanią... Skromnym zdaniem niżej podpisanego, mistrzostwa Europy wcale nie były tak bardzo nieudane. W potyczkach z Hiszpanią i Szwecją kadrowicze pokazali charakter. Jedynie w konfrontacji ze Słowakami zagrali kiepsko, co zaowocowało szybkim odpadnięciem z imprezy. Tyle o dokonaniach kadry za kadencji Paulo Sousy!

Co dalej? Niepokoją mnie doniesienia, jakoby zamierzano zatrudnić kolejnego trenera – obcokrajowca! W dywagacjach pojawia się nazwisko Fabio Cannavaro. Włoch był wybitnym graczem, może nawet takim samym jest trenerem, lecz czytając o podobnych planach, odnoszę wrażenie, że PZPN szuka przysłowiowych „kwadratowych jaj”. Pomijając kwestie ekonomiczne (kto bogatemu zabroni?), bzdurą jest wiara w magiczne możliwości selekcjonera z wielkiego świata. Wystarczy prześledzić dokonania reprezentacji na przestrzeni ostatniego ćwierćwiecza, aby dostrzec, jakim błędem było pochopne wymienianie sternika piłkarskiej kadry po kolejnych wielkich imprezach.

 

Zaczęło się od Jerzego Engela. To on na przełomie wieków przezwyciężył „klątwę Zbigniewa Bońka” i doprowadził Polskę, w pięknym stylu, do awansu na mistrzostwa w Korei oraz Japonii. Tam przegraliśmy z gospodarzami (późniejsze wydarzenia pokazały, że musieliśmy). Następnie była klęska z Portugalią i na zakończenie wygrana z USA. Na Engelu i kadrowiczach „wieszano psy”. Poniekąd byli nieco winni, zapowiadając buńczucznie, że do Azji wybierają się po zwycięstwo w turnieju. Napompowany do granic balon oczekiwań spowodował ogólną frustrację i przysłonił rzeczywistą wartość rodzimych piłkarzy. Z przymrużeniem oka, winną niepowodzenia można ostatecznie było uznać Edytę Górniak – odtwórczynię Mazurka Dąbrowskiego przed meczem z Koreańczykami. Diva polskiej estrady wskazała poniekąd tempo gry. Swoją drogą, dopiero wówczas zrozumiałem, jakie przesłanie krył kabaretowy utwór Jerzego Stuhra z lejtmotywem: Śpiewać każdy może – jeden lepiej, drugi gorzej...

 

Niestety, do głosu doszli malkontenci, którzy zgodnie z tradycją zażądali głowy selekcjonera. Na arenę wkroczył Zbigniew Boniek i dopiął swego, czyli zastąpił Engela. Efekt? Kompromitacja z Łotwą, już na początku przygody Zibiego w nowej roli. Dalej wcale nie było lepiej, co definitywnie potwierdziło, że wcześniejsze kiepskie doświadczenia Bońka z prowadzeniem przeciętnych włoskich drużyn nie były dziełem przypadku. Portugalskie Euro 2004 przepadło! Bońka zastąpił Paweł Janas i to było świetne posunięcie ówczesnych sterników PZPN. Kadra ponownie wywalczyła przepustki na mundial, tym razem w Niemczech. Tam, niestety, nastąpiła powtórka z Korei. Porażki z Ekwadorem i Niemcami. Na otarcie łez – wygrana z Kostaryką (dwie bramki Bartosza Bosackiego), i... do domu! Z Pawła Janasa zrezygnowano. Sukcesję po nim przejął Leo Beenhaker i Holender z miejsca został ulubieńcem polskich fanów. Nieźle to wyglądało i bajka skończyła się dopiero podczas kolejnej dużej imprezy, czyli Euro 2008, w Austrii i Szwajcarii.

Pozbyto się Holendra i nastąpiła dekada eksperymentów z trenerami o wątpliwym potencjale, w zderzeniu z wyzwaniem tej klasy, jakim jest prowadzenie piłkarskiej reprezentacji z ambicjami. Franciszek Smuda, Waldemar Fornalik oraz Jerzy Brzęczek prochu nie wymyślili. Pominę szczegółowe charakterystyki ich potknięć, ale bez wątpienia zadanie ich przerosło. Kolorowym antraktem w serii niepowodzeń była praca Adama Nawałki. To za jego kadencji Polska wreszcie potrafiła wyjść z grupy podczas francuskiego Euro 2016. Co więcej, uczyniła to w ładnym stylu, następnie eliminując Szwajcarię i ulegając w ćwierćfinale późniejszym triumfatorom – Portugalczykom – w konkursie rzutów karnych. Nie przegraliśmy żadnego meczu! Nawet Niemcy, których Polska jedyny raz w historii ograła w tamtych eliminacjach, również we Francji nie zdołali nas zwyciężyć. Znakiem firmowym kadry pod wodzą Nawałki były: solidność, dyscyplina taktyczna i konsekwencja. Dlatego należało wówczas uczynić wszystko, aby selekcjoner pozostał na stanowisku. Stało się inaczej. Nastąpiły „eksperymenty”, w czym upatruję specyficznej fantazji działaczy PZPN. Po Fornaliku i Brzęczku, Zbigniew Boniek, już jako prezes związku, postanowił powrócić do koncepcji z trenerem zagranicznym. Tak narodziła się era Paulo Sousy, którego właśnie, raczej bez żalu, żegnamy.

 

W medialnych spekulacjach pojawia się ponownie niedorzeczne przekonanie w zbawczą moc wielkich nazwisk. Wspomniany na wstępie Fabio Cannavaro otwiera listę rzekomych cudotwórców. Nadzieją napawa publicznie zgłoszona gotowość do powrotu Adama Nawałki, a nawet Jerzego Engela. Pozostaje wierzyć, że prezes Kulesza odniesie zwycięstwo nad własną megalomanią i dokona racjonalnego wyboru. Mając pod ręką znakomitych i sprawdzonych fachowców, nie powinien mieć wątpliwości. Powroty bywają różne i, jak uczy historia, nie stanowią gwarancji sukcesu, aczkolwiek pozwolę sobie przypomnieć casus Antoniego Piechniczka. Tenże,  w połowie lat dziewięćdziesiątych minionego stulecia, na krótko objął kadrę, prowadząc ją w eliminacjach do mistrzostw świata we Francji, rozegranych w 1998 roku. Rywale byli piekielnie mocni: przede wszystkim Anglia i Włochy. Odpadliśmy w eliminacjach, lecz spotkanie z Wyspiarzami na Wembley było, w wykonaniu Polaków, kapitalne! Prowadziliśmy grę i byliśmy lepsi od gospodarzy! Piotr Nowak, Marek Citko i Krzysztof Warzycha brylowali pod polem karnym dumnych Synów Albionu. W oczach Anglików widać było strach, zwłaszcza po utracie gola, którego autorem był Citka. Kibice mojego pokolenia znają finał tamtej pamiętnej potyczki. Traf chciał, że Andrzej Woźniak, strzegący polskiej bramki, zanotował bodaj najgorszy występ w karierze... Kto to powiedział, że Suma szczęścia w sporcie równa jest zeru? Wojciech Łazarek?  Przed laty furę szczęścia miał na Wembley Jan Tomaszewski. Rachunek „wyzerował” Andrzej Woźniak... Pokonany w kuriozalny sposób przez Alana Shearera. Swoją drogą, nie mieliśmy farta do tych angielskich napastników, regularnie strzelających nam po kilka bramek... Gary Lineker, wspomniany Shearer oraz Paul Scholes – bywali koszmarem rodzimych golkiperów.

 

Polegliśmy w 1996 roku z Anglią, lecz styl gry pod wodzą Piechniczka znamionował duże możliwości. Po przegranych eliminacjach, przygoda z kadrą zakończyła się dla pana Antoniego definitywnie, co nie oznacza, że podobny scenariusz powtórzy się w przypadku Nawałki lub Engela. Niewykluczone. Oczekiwania będą bowiem ogromne, a już za 2 miesiące najważniejsze wyzwanie. Kierunek: Moskwa! Jej zdobycie onegdaj przerosło samego Napoleona...

 

Jacek Zyguła

Autor: 
Jacek Zyguła
Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama