Polish Arabic Chinese (Traditional) Czech English French Georgian German Greek Hindi Hungarian Italian Japanese Russian Serbian Spanish Swedish Turkish Ukrainian

Polska – Anglia 1:1, wróciliśmy na odpowiednie tory

Reklama

pt., 09/10/2021 - 00:51 -- MagdalenaL

Zdjęcie: twitter.com/LaczyNasPilka

W końcu po paru latach od już słynnego Euro 2016 we Francji możemy powiedzieć wszyscy jednym głosem, że Polska zagrała tak jakbyśmy chcieli. Mecz w wykonaniu Polaków oglądało się świetnie, była wola walki, był pomysł na grę, a przede wszystkim piłkarska jakość. Najlepszą informacją w tym wszystkim jest to, że ten świetny mecz zdarzył nam się z… Anglią, czyli z czwartą drużyną świata patrząc na aktualny ranking FIFA.

Coś ruszyło

Po tym jak trenerem polskiej kadry został Paulo Sousa zmieniło się wiele, chyba tym, co pierwsze przychodzi wszystkim na myśl to fakt, że nasza gra stała mniej asekuracyjna pod wodzą nowego trenera. Strzelamy więcej goli, jednakże i tracimy więcej. Nawet statystki ostatniego wielkiego turnieju, czyli Euro 2020 mówią jasno, że polska naprawdę dużo kreuje dogodnych sytuacji do strzelenia gola.

Głównym problemem stała się obrona, problemy z organizacją defensywy najbardziej dały nam się w znaki podczas meczu o wszystko ze Szwecją gdzie nasza linia obrony nie do końca wiedziała co ma ze sobą zrobić. Naszą pietą achillesową stały się również stałe fragmenty gry, mecz polski bez straconego gola ze stałego fragmentu gry – niemożliwy.

Sam styl często też wołał o pomstę do nieba, jedyne co broniło Souse to okoliczności, w jakich został nowym selekcjonerem, czasu miał miało, a weryfikacja przyszła za szybko. Na nasze szczęście Portugalczyk dostał szansę jeszcze popracować z naszymi piłkarzami i zrobił to, na co czekaliśmy, pozbawił nas kompleksów i sprawił, że gramy tak jak powinniśmy biorąc pod uwagę, jakimi piłkarzami dysponujemy.

 

Mecz, który nas zbuduje na kolejne lata?

Na mecz z Anglią jechaliśmy w dobrych humorach, przecież to zgrupowanie wyglądało już na ten moment zupełnie dobrze. Wygrana z Albanią 4:1, potem formalność, czyli mecz z San Marino wygrany 7:1. Co nas powinno cieszyć, absolutnie nie podeszliśmy do tego meczu z mniejszym zaangażowaniem. Grając z dużo słabszym przeciwnikiem pokazaliśmy, że jesteśmy tutaj nie po to, aby coś odbębnić, a po to żeby wygrać wysoko i próbować nowych rozwiązań.

Wczorajsza rywalizacja z Anglią odbywała się na Stadionie Narodowym co też sprawiało, że prestiż tego spotkania był jeszcze większy, gościliśmy Anglików w naszej świątyni piłki nożnej i zaprezentowaliśmy się wyśmienicie. Pierwsze 20 minut meczu to dominacja polski. Graliśmy ofensywnie i odważnie, dużo długich piłek i Lewandowski często cofający się do tyłu po to żeby Buksa zyskał trochę przestrzeni się sprawdzało.

Mogło się wydawać, że Anglicy po prostu chcieli przeczekać nasz dobry moment. U nas już brakowało „kropki nad i” w paru akcjach gdzie już tylko to ostatnie podanie było niedokładnie lub przechwytywanie przez rywali. Anglia w końcu mocniej ruszyła do ataku, lecz nie było w tym żadnej fantazji, której to powinniśmy się spodziewać po wicemistrzach Europy.

Pierwsza połowa pokazała, że absolutnie możemy ten mecz wygrać. Na drugą połowę Anglicy wyszli dużo lepsi, byli dokładniejsi i szybsi co i tak nie zmieniało wyniku. Dopiero ich kapitan Harry Kane zmienił wynik meczu kiedy to z ponad 20 metrów ustawił sobie piłę i huknął na bramkę. Szczęsny zbytnio nawet nie zareagował – szkoda, bo to nie była piłka, której nie dało się wybronić. Mecz się zbliżał do końca, a my po tak świetniej grze tracimy dość głupio gola. Wydawałoby się, że już z nas zejdzie całe powietrze i dokończymy w złych humorach ten mecz do końca z niekorzystnym wynikiem, jednak stało się inaczej.

Ruszyliśmy do przodu napierając w ostatnich minutach trochę w myśl „nie mamy nic do stracenia” i to dało efekty. W 90 minucie gry po dośrodkowaniu Lewandowskiego piłkę w bramce Pickforda po strzale głową zdobył Damian Szymański, którego to trener wpuścił dopiero w drugiej połowie meczu. Stadion wówczas oszalał, a cała reprezentacja dostała ogromnego kopa. Graliśmy „swoje” z tak mocną drużyną, a nawet gdy straciliśmy bramkę nie zbiło to nas z tropu, tylko bardziej rozwścieczyło.

Taką drużynę chce się oglądać, a ten mecz przypomina nieco wygrany mecz z Niemcami za kadencji Adama Nawałki, choć nie wygraliśmy to w końcu sami zobaczyliśmy, na co jeszcze stać naszą kadrę. W tych dobrych nastrojach będziemy wyczekiwać kolejnych meczów.

 

 

Autor: 
Mateusz Ryba
Polub Plportal.pl:

Reklama