Polish Arabic Chinese (Traditional) Czech English French Georgian German Greek Hindi Hungarian Italian Japanese Russian Serbian Spanish Swedish Turkish Ukrainian

Winda do tenisowego nieba dla Novaka Djokovicia

Reklama

sob., 06/26/2021 - 01:12 -- MagdalenaL

zdjęcie: tennisworldes.com

Co prawda znana piosenka zespołu Dwa plus Jeden mówi o nieszczęściu i smutku, lecz określenie „Winda do Nieba” śmiało może zostać użyte do opisania rzeczy pozytywnej. Taką z pewnością jest szansa, jaka rodzi się przed dziewiętnastokrotnym triumfatorem imprez wielkoszlemowych - okazja do napisania nowego rozdziału w historii tenisa.

Mowa oczywiście o Klasycznym Wielkim Szlemie. Jest nim wygranie wszystkich turniejów wielkoszlemowych w jednym roku - rzecz szalenie trudna i prawie nieosiągalna. Wystarczy wspomnieć, że wśród mężczyzn takim wyczynem w erze Open może poszczycić się jedynie Rood Laver (1969), a u kobiet Margaret Court (1970) oraz Steffi Graff (1988), i od razu nabieramy respektu do tego osiągnięcia. Mówimy o absolutnych legendach tego sportu, zawodnikach i zawodniczkach, na cześć których nazywane są największe korty tenisowe. Novak Djoković, wygrywając dwa pierwsze turnieje wielkoszlemowe, dał nam tym samym argumenty, aby poważnie myśleć o powtórzeniu tego osiągnięcia w tym roku.

Niektórych może zastanawiać brak wśród przytoczonych przeze mnie zawodników nazwisk trzech gwiazd dzisiejszego tenisa. Nikomu z tzw. „wielkiej trójki” nie udała się ta sztuka. W pewnym sensie nie ma co się dziwić - Djoković, Nadal i Federer wymieniają między sobą zwycięstwa w kolejnych turniejach wielkoszlemowych. Sięgając do statystyk, możemy zauważyć, że kluczowy w kontekście myślenia o Klasycznym Wielkim Szlemie jest Roland Garros. To właśnie ten turniej trzykrotnie stanął na przeszkodzie Rogerowi Federerowi w osiągnięciu tenisowego raju. Lata 2004, 2006 i 2007 to sezony, w których Szwajcarowi udawało się wygrać trzy spośród czterech turniejów wielkoszlemowych. Za każdym razem brakowało mu wtedy triumfu na paryskiej mączce ( w 2004 roku Rolanda Garrosa wygrał Gastón Gaudio, a później nadeszła era Rafaela Nadala). Hiszpan również miał sezon, w którym prawie skompletował Klasyczny Wielki Szlem. W 2010 roku do szczęścia zabrakło mu tylko (i aż) zwycięstwa w Australii. Wtedy na Antypodach triumfował Federer. Djoković, na którym dzisiaj się skupiamy, także miał swoje szanse. Australian Open 2010 było wyjątkiem potwierdzającym regułę, mówiącą że to Roland Garros jest turniejem, który jest kluczowy w kontekście Klasycznego Wielkiego Szlema. To właśnie Paryż stawał na przeszkodzie Serba. W latach 2011 i 2015 ,,Nole" triumfował we wszystkich turniejach wielkoszlemowych oprócz French Open (w Paryżu w 2011 roku najlepszy okazał się Nadal, a w 2015 dosyć nieoczekiwanie zwyciężył Stan Wawrinka). Wielką szansą Serba był rok 2016. Novak wygrał wtedy Australian Open, a następnie Rolanda Garrosa. 50% planu zostało więc wykonane. Śmiało możemy powiedzieć, że triumf w Paryżu to nawet więcej niż umowne 25%. Na drodze do tenisowego Edenu pozostały już tylko dwie przeszkody. Na Wimbledon jechał w roli faworyta. Mistrz kortów trawiastych, za jakiego uważany jest Roger Federer, zmagał się z kontuzją kolana. Szwajcar swój udział w tym turnieju zakończył na półfinale. Novak nie wykorzystał wtedy swojej szansy. Turniej padł łupem Andy'ego Murraya i można powiedzieć, że marzenia Djokovicia o Wielkim Szlemie zniknęły w londyńskiej mgle.

W tym roku sytuacja jest podobna do tej z 2016. Serb triumfował na początku sezonu w swojej ukochanej Australii, co powoli staje się standardem. Oczywiście wtedy nawet przez myśl nam nie przyszła wizja Klasycznego Wielkiego Szlema. W perspektywie bowiem był maj, a wraz z nim Roland Garros. „Mówisz Partia, myślisz Lenin” - to słowa jednego z bohaterów serialu „Dom”. Myślę że to stwierdzenie spokojnie można przełożyć na tenis i stwierdzić: „Mówisz Roland Garros, myślisz Nadal”. W tym roku zanosiło się po raz kolejny na potwierdzenie dominacji Hiszpana na paryskich kortach, lecz tak się nie stało. Nieoczekiwanie to właśnie Serb odniósł zwycięstwo w tym turnieju, pokonując ,,Rafę" w półfinale. To z kolei daje nam argumenty do rozmów na temat ewentualnego zdobycia Klasycznego Wielkiego Szlema przez ,,Nole". Ostatnie wydarzenia jeszcze bardziej stawiają Novaka w świetle przyszłego zdobywcy tego, co dla niemal wszystkich było i jest niemożliwe. Z rozpoczynającego się lada dzień Wimbledonu wycofał się Rafael Nadal, a kolejny z jego wielkich rywali Roger Federer wciąż szuka formy sprzed lat. Turniej przygotowawczy, którym było Halle, nie napawa nas optymizmem. Szwajcar odpadł już w drugiej rundzie i na pewno nie jest faworytem zawodów, które rozpoczynają się w poniedziałek. W tych okolicznościach Serb wydaje się być murowanym faworytem do triumfu. Co prawda w przypadku zwycięstwa w Anglii do skompletowania Klasycznego Wielkiego Szlema pozostanie jeszcze US Open, ale Novak, triumfując w Londynie, Nowy Jork może wziąć z marszu. Będzie wtedy tak zmotywowany, z meczu na mecz coraz bardziej nakręcony, że tylko jakiś kataklizm mógłby mu przeszkodzić w końcowym zwycięstwie, dlatego Wimbledon będzie kluczowy. Oczywiście nie mam na celu wprowadzenia narracji, że po ewentualnej wygranej na najsłynniejszych kortach trawiastych świata, będzie można już mu przyznać Klasycznego Wielkiego Szlema, ale będzie to bardzo prawdopodobne. Według mnie zostanie mu około 15% do osiągnięcia celu, a nie 25%, jakby to wynikało z prostej matematyki. Wimbledon  jawi się zatem jako starcie Djoković kontra reszta świata. Odpadł mu najgroźniejszy przeciwnik, a Roger Federer nie jest tym samym zawodnikiem, który przed dwoma laty toczył z Novakiem heroiczny bój w finale tego turnieju.

Nie możemy zapominać o tym, że mamy rok olimpijski. W tenisie istnieje określenie Złoty Wielki Szlem, które odnosi się do wygranej we wszystkich turniejach wielkoszlemowych w jednym sezonie (Klasyczny Wielki Szlem), jak również imprezy czterolecia. Do tej pory tylko jedna osoba dokonała tego wyczynu, a była nią Steffi Graf w 1988 roku. O ile triumf w czterech najważniejszych turniejach z rzędu jest osiągnięciem wybitnym, to jak możemy nazwać dołożenie do tego złota olimpijskiego? Nie można o tym realnie myśleć przed sezonem, ani nawet w jego trakcie. Igrzyska rządzą się swoimi prawami i trudno jest cokolwiek przewidzieć, dlatego w kontekście Novaka Djokovicia nie ma co zbytnio rozwodzić się nad jago szansami na Złoty Wielki Szlem. Sam  Serb najlepiej wie, że turniej olimpijski bywa nieprzewidywalny ( w 2016 roku w Rio odpadł już w 2. rundzie).

Przed ,Nole" rysuje się piękna perspektywa - Klasyczny Wielki Szlem z szansami na Złoty Wielki Szlem. Choć do osiągnięcia tych sukcesów jeszcze bardzo daleka droga, to nie możemy mówić wyłącznie o wróżeniu z fusów. Serb jest po prostu obecnie najlepszym tenisistą świata. Zdobywając Klasyczny Wielki Szlem, potwierdziłby w bardzo efektowny sposób swoją wyższość nad Nadalem oraz Federerem. I choć sam zainteresowany na pewno otwarcie się do tego nie przyzna, to na pewno stanowi to dla niego wielką motywację. Czy można bardziej zachęcić do oglądania rozpoczynającego się w poniedziałek Wimbledonu? Tenisowa historia może zrodzić się na naszych oczach. Tego nie można przegapić.

Autor: 
Jarosław Truchan
Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama