Polish Arabic Chinese (Traditional) Czech English French Georgian German Greek Hindi Hungarian Italian Japanese Russian Serbian Spanish Swedish Turkish Ukrainian

Śmiało idzie jak po swoje. Novak Djoković triumfatorem Wimbledonu.

Reklama

pt., 07/16/2021 - 01:01 -- MagdalenaL

zdjęcie: Wikimedia Commons

W ostatnią niedzielę byliśmy świadkami finału kolejnej edycji najsłynniejszego, najstarszego i najbardziej prestiżowego turnieju tenisowego. Serb pokonał w nim Matteo Berrettiniego 3-1 w setach i zdobył swój trzeci wielkoszlemowy tytuł w tym roku.

Tenisista z Belgradu od początku był murowanym faworytem do triumfu na trawiastych kortach All England Club. Już przed Wimbledonem wielu uważało go za Goliata, który będzie musiał w ciągu dwóch tygodni mierzyć się z Dawidami, aby dojść do upragnionego celu. Nie otrzymaliśmy jednak powtórki z Biblii - nikt nie dał rady skutecznie przeciwstawić się gigantowi światowego tenisa.

O ile trudno było sobie wyobrazić innego zwycięzcę niż Novak, o tyle nie sądziliśmy, że przyjdzie mu to tak łatwo. Prawda jest taka, że nie pokazał on niczego szczególnego, co wykraczałoby ponad jego standardy. Grał po prostu na tyle, na ile wystarczało mu do wygrania meczu - najcięższym był dla niego półfinał. Stoczył on wtedy zacięty bój z Kanadyjczykiem Denisem Shapovalovem, choć wynik na to nie wskazuje (Djoković wygrał 3-0 w setach: 7-6, 7-5, 7-5). Był to jednak bardzo wyrównane spotkanie, który bardziej skończył się porażką 22-latka, niż zwycięstwem Djokovicia. Zawodnik zza oceanu w każdym z trzech setów przełamywał ,,Nole", lecz brakowało mu chłodnej głowy w kluczowych momentach. Serb wykorzystywał chwile słabości rywala i zapisywał kolejne gemy oraz sety na swoją korzyść, uzyskując przepustkę do finału.

W nim zmierzył się z Włochem Matteo Berrettinim. Novak pozbawił go najważniejszego argumentu, czyli serwisu. Djoković genialnie returnował, wprowadzając piłkę w kort, a póżniej im dalej w wymianę, tym bardziej rosły szansę na punkt zdobyty przez belgradczyka. W drugim secie doszło do swoistego odrodzenia Włocha, dzięki czemu Berrettini wygrał tę partię w tie-breaku, lecz nie potrafił utrzymać równie dobrej dyspozycji w dalszej części pojedynku. Jeśli myśli się o pokonaniu Serba, trzeba zagrać perfekcyjny mecz. Nie można sobie pozwolić na chwilę słabości, bo ,,Nole" jest wtedy jak lew - gdy tylko wyczuje problemy oponenta, przystępuje do ataku, a wtedy porażka jest bardzo prawdopodobna. I właśnie tego zabrakło u Matteo. To nie był mecz na tyle dobry w jego wykonaniu, aby myśleć o końcowym triumfie.

Dla polskich kibiców tegoroczny Wimbledon był wspaniały pod względem osiągnięć rodzimych reprezentantów. Co prawda nie było ich wielu, bowiem na legendarnej londyńskiej trawie zobaczyliśmy tylko Magdę Linette, Igę Świątek i Huberta Hurkacza. Liczba dość skromna, ale za to jakość występów jak najbardziej zadowalająca.

Najwcześniej (ale nie przedwcześnie) z turniejem pożegnała się pierwsza z wymienionych. Odpadła w trzeciej rundzie, co jest bardzo dobrym wynikiem. Iga swoją przygodę na kortach Wimbledonu zakończyła niewiele później - w czwartej rundzie. Nie możemy jednak patrzeć na ten wynik z wielkim niedosytem, bowiem Świątek wprost przyznaje, że trawa nie jest jej ulubioną nawierzchnią. Zresztą potwierdzają to jej największe triumfy, które Iga święciła na mączce, a więc drugim tenisowym biegunie, jeśli chodzi o porównanie z trawą.

O ile co do naszej najlepszej tenisistki nie mieliśmy zbyt wygórowanych oczekiwań, o tyle mieliśmy nadzieję na solidny występ Huberta Hurkacza. Wimbledon jest bowiem miłą odskocznią od jego wielkoszlemowej codzienności. To właśnie na tych kortach zaliczył on w 2019 roku swój najlepszy start w całej historii występów w czterech najważniejszych imprezach roku (doszedł wtedy do trzeciej rundy). Liczyliśmy więc na dobry wynik rodaka, lecz to ,co dostaliśmy z jego strony, absolutnie przerosło nasze oczekiwania. Stał się on dopiero drugim Polakiem w historii, który awansował do półfinału tego turnieju. Napisał przepiękną historię, pokonując w czwartej rundzie drugiego w światowym rankingu Daniła Miedwiediewa, a w ćwierćfinale Rogera Federera. Potwierdził tym samym, że Wimbledon to jego ulubiony turniej wielkoszlemowy. Po odpadnięciu w pierwszej rundzie Australian Open oraz Rolanda Garrosa, nagle przyszedł oszałamiający sukces. Oby był to początek świetnych występów wrocławianina na największych tenisowych arenach.

Podsumowując tegoroczny Wimbledon, należy wspomnieć o Federerze. W tym roku oglądamy bowiem powrót Szwajcara po ponad rocznej przerwie spowodowanej kontuzją kolana. Co prawda wystąpił on na turniejach w Dosze oraz Genewie, ale prawdziwym sprawdzianem dla bazylejczyka był dopiero Roland Garros. We Francji prezentował się solidne, a swój udział zakończył na awansie do czwartej rundy. Wtedy wycofał się, argumentując swoją decyzję koncentracją na przygotowaniach do Wimbledonu. Jednak podczas rywalizacji w Londynie nie oglądaliśmy Federera w jego szczytowej dyspozycji. Miał wyłącznie przebłyski geniuszu, którego nie da się w pełni dostrzec, gdy skrywa się za licznymi problemami zdrowotnymi, a także dość zaawansowanym jak na tenisistę wiekiem. Nie zobaczyliśmy więc popisu w jego wykonaniu, lecz nie był to w żadnym wypadku słaby występ Szwajcara, jak uważają niektórzy. Dojście do ćwierćfinału najbardziej prestiżowego i najsłynniejszego turnieju po takiej przerwie, w takim wieku i przy takiej konkurencji nie jest powodem do wstydu, a niewykluczone, że Roger jeszcze się rozkręci.

Wimbledon 2021 przeszedł już do historii. Dzięki zwycięstwu Novak Djoković zbliżył się do Wielkiego Szlema jak nigdy wcześniej. Na kortach w Nowym Jorku będzie murowanym faworytem do triumfu, a tym samym do zapisania się złotymi zgłoskami na kartach historii tenisa.

Autor: 
Jarosław Truchan
Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama