Polish Arabic Chinese (Traditional) Czech English French Georgian German Greek Hindi Hungarian Italian Japanese Russian Serbian Spanish Swedish Turkish Ukrainian

Rządy królów rzymskiej mączki wciąż trwają. Za nami turniej ATP Masters 1000 w Rzymie

Reklama

czw., 05/20/2021 - 22:09 -- MagdalenaL

Zdjęcie: essentiallysports.com

W minionym tygodniu oglądaliśmy zmagania na kortach w stolicy Włoch. Jak zwykle był to ostatni tak ważny sprawdzian przed wielkoszlemowym Roland Garros. Wśród mężczyzn triumfował Rafael Nadal, natomiast turniej kobiecy wygrała Iga Świątek. Kto przed paryskim szlemem zajmuje przysłowiowe „pole position”?

Obiekty Via Roma są miejscem, gdzie od lat panuje dwóch cesarzy (jak na Rzym przystało). Mowa tutaj oczywiście o Rafaelu Nadalu i Novaku Djokoviciu. Hiszpan i Serb wręcz zdominowali ten turniej. Aby to zobrazować, wystarczy przytoczyć składy finałów tego turnieju. Otóż ostatnia edycja Rzymskiego Mastersa, kiedy w finale nie wystąpił nikt ze wspomnianej dwójki, miała miejsce w 2004 roku. To obrazuje dominację tych dwóch tenisistów. Nie inaczej było i w tym roku. O wiele trudniejszą przeprawę przez turniej miał Djoković, którego ćwierćfinał został rozłożony na dwa dni z powodu deszczu padającego w piątek. A był to mecz ze Stefanosem Tsitsipasem. Rozgrywka była na bardzo wysokim poziomie. Byliśmy świadkami wielu zwrotów akcji, momentów zarówno słabości, jak i euforii po obu stronach. To wszystko zamknęło się w arcyciekawym meczu, który trwał trzy sety. Ostatecznie triumfował Serb, ale czekał na niego jeszcze jeden mecz w sobotę. Jego półfinałowym rywalem okazał się Włoch Sonego. Na pierwszy rzut oka jego nazwisko mówi nam niewiele, ale mecz z Serbem nie był z gatunku tych „do jednej bramki”. Sonego był niesiony przez głośny i charakterystyczny doping temperamentnych włoskich kibiców. Djoković musiał znów stoczyć wyrównany, trzysetowy bój, z którego koniec końców wyszedł zwycięsko. Przed finałem większe szanse dawano Nadalowi. Najważniejszym argumentem przemawiającym za Hiszpanem był fakt, że w sobotę rozegrał tylko jeden mecz, w przeciwieństwie do Djokovicia. Pierwszy set padł łupem zawodnika z Majorki. W drugim to jednak Djoković zdominował grę i gładko wygrał. Ostatecznie to Nadal okazał się tym lepszym i mógł świętować swoje kolejne zwycięstwo na kortach w stolicy Włoch. 57 pojedynek pomiędzy nim, a Djokoviciem stał na bardzo dobrym poziomie. Kibice opuszczający kort centralny z pewnością nie mogli być niezadowoleni.

Kontrastem dla finału panów, wyrównaną i zażartą walką pomiędzy najlepszymi tenisistami w historii tej dyscypliny, był mecz finałowy kobiet. Iga świątek odprawiła w nim Czeszkę Karolinę Pliskovą tzw. rowerem, czyli wygrywając 6-0, 6-0. Mecz bez historii, dlatego nie ma nawet o czym za wiele pisać. Prawdziwą swoją siłę Polka pokazała tak naprawdę w meczu trzeciej rundy, gdy jej rywalką była Barbora Krejcikova. Polka stoczyła wtedy najdłuższy mecz w swojej karierze. Prawie trzy godziny ciężkiej przeprawy, przeplatane momentami mocy i słabości. W Rzymie Świątek pokazała przede wszystkim swoją siłę mentalną, udowodniła, że potrafi wygrywać mecze nie tylko szybko, łatwo i przyjemnie.  Jej triumf w Rzymie pokazuje, jak bardzo nasza najlepsza tenisistka rozwinęła się od zeszłorocznego Roland Garros.

Skoro jesteśmy przy temacie drugiego wielkoszlemowego turnieju w tym roku, to warto wspomnieć, że zmagania w Rzymie były ostatnim sprawdzianem tego kalibru przed French Open, które startuje już 30 maja. Turnieje w Monte Carlo, Barcelonie, Madrycie, czy Rzymie zarysowały w naszych głowach parę nazwisk faworytów do triumfu na paryskiej mączce. U panów mamy dwóch wielkich pretendentów do tytułu, co Nadal z Djokoviciem potwierdzili w Rzymie. Lecz grupa pościgowa nie śpi. Jej liderem wydaje się być Stefanos Tsitsipas, który turniejami poprzedzającymi paryski szlem pokazał bardzo dobrą dyspozycję. Według wielu, jeżeli ktoś ma sprawić niespodziankę w Paryżu, to będzie nim właśnie Grek. Nie możemy zapomnieć jednak o Dominicku Thiemie, który był finalistą Roland Garros w 2018 i 2019 roku. Austriak nie pokazał co prawda najlepszej formy, ale na pewno nie możemy go skreślać. Wśród pań, formę potwierdziła Iga Świątek, która do Paryża jedzie po obronę tytułu. Lecz kobiecy tenis już niejednokrotnie nauczył nas, że może zdarzyć się wszystko. Faworytek i faworytów możemy doszukiwać się wielu, ale wszystko już za niedługo zweryfikuje paryska mączka. 

Autor: 
Jarosław Truchan
Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama