Polish Arabic Chinese (Traditional) Czech English French Georgian German Greek Hindi Hungarian Italian Japanese Russian Serbian Spanish Swedish Turkish Ukrainian

Paryż tym razem nie dla Nadala. Podsumowanie Roland Garros.

Reklama

czw., 06/17/2021 - 18:40 -- MagdalenaL

zdjęcie: cdnimg.vietnamplus.vn

Za nami dwa tygodnie fascynującej rywalizacji na legendarnych kortach ziemnych w stolicy Francji. Można powiedzieć, że ten turniej był kompletny: mieliśmy wielkie emocje, często nieoczywiste wyniki spotkań, kontrowersje. Tenis jaki uwielbiamy i kochamy.

Już po rozlosowaniu drabinki turniejowej, przed paroma zawodnikami tj. Tsitsipasem czy Zverevem, utworzyła się autostrada do finału. Bo jak inaczej możemy nazwać fakt, iż na ich drodze do potencjalnego triumfu nie stał żaden z tenisistów tzw. “wielkiej trójki”? Djokovic, Nadal oraz Federer trafili do tej samej części drabinki, co wcześniej było niespotykane. Otworzyła się zatem szansa dla przedstawicieli młodego pokolenia tenisistów na to, aby w końcu położyć kres dominacji trzech wielkich mistrzów. Młodzi zawodnicy nie mogli jednak myśleć za bardzo do przodu. Celem dla nich był każdy kolejny mecz. Wielkie Szlemy niejednokrotnie już nas przekonały, że potrafią boleśnie weryfikować marzenia.

Sam przebieg turnieju od początku obfitował w niespodzianki. Już w pierwszym dniu z turniejem pożegnał się Dominic Thiem, który uległ w pięciu setach Hiszpanowi Pablo Andujarowi. Austriak musi jak najszybciej zapomnieć o tegorocznym sezonie na kortach pokrytych ceglaną mączką. Odpadnięcie na tak wczesnej etapie turnieju, którego był dwukrotnym finalistą, najlepiej podsumowuje cały jego sezon na kortach ziemnych. Zaskoczeniem na plus okazał się za to Danił Miedwiediew. Rosjanin przyzwyczaił nas do fatalnych występów na ceglanej mączce, która jest nawierzchnią wręcz przez niego znienawidzoną, a w tegorocznym Rolandzie Garrosie osiągnął ćwierćfinał. Jest to niewątpliwie sukces drugiego tenisisty światowego rankingu, który dotychczas w Paryżu rozczarowywał. Faworyci do końcowego triumfu niemalże w komplecie zameldowali się w ćwierćfinale (może poza Rosjaninem Andriejem Rublowem, którego było niewątpliwie stać na więcej). Półfinały wyglądały więc następująco: Tsitsipas - Zverev oraz Nadal - Djokovic. Po pięciosetowym boju, jako pierwszy w finale zameldował się reprezentant Grecji. Trzeba otwarcie przyznać, że nie był to mecz ani jednego, ani drugiego. Masa błędów Zvereva sprawiła, że Tsitsipas wygrał pierwszego seta, mimo braku choć jednego uderzenia kończącego. Rekompensatę za dość przeciętny pierwszy półfinał dostaliśmy w drugim z nich. Szlagierowe starcie, kolejny odcinek tenisowej telenoweli od początku zapowiadało się fascynująco. Nie zawiedliśmy się. Dostaliśmy ponad cztery godziny prawdziwej tenisowej uczty, z której każdy z nas wyszedł najedzony. Ostatecznie to Serb triumfował, co było lekką sensacją (do tej pory na kortach Rolanda Garrosa Nadal przegrywał zaledwie dwukrotnie przy 104 zwycięstwach). Na niedzielny finał patrzyliśmy z lekkim przymrużeniem oka. W pamięci mieliśmy bowiem decydujący mecz tegorocznego Australian Open. Doszło w nim do starcia Djokovicia z Miedwiediewem. Mecz zapowiadano jako walkę dwóch pokoleń, a dostaliśmy szybki, bezpłciowy pojedynek zakończony wynikiem 3-0 dla ,,Nole". Obawialiśmy się, że w finale paryskiego turnieju będzie podobnie: tutaj również miało dojść do konfrontacji Djokovicia z reprezentantem tzw. “next gen”. Było na szczęście inaczej. Po pierwszych dwóch setach pachniało sensacją. Tsitsipas wygrał oba z nich, z czego drugą partię w bardzo przekonującym stylu. Potem jednak w grze Greka coś siadło. Djokovic uzyskał kontrolę nad meczem i dwa kolejne sety padły jego łupem. Wtedy było już wiadomo, że przy stanie 2 -2 Tsitsipasowi będzie bardzo trudno wygrać decydujący set, i rzeczywiście tak było. W piątej partii dość wcześnie doszło do przełamania na korzyść Serba, który nie wypuścił przewagi z rąk i zwyciężył w całym meczu. Finał tego turnieju dobrze pokazuje, że gra do trzech wygranych setów w turniejach wielkoszlemowych to jakby inna dyscyplina w kontekście tego, z czym tenisiści mają do czynienia na co dzień. Sztuką jest wygranie dwóch partii, ale jeszcze większą jest zakończenie spotkania wygrywając trzeci set.

Meczem turnieju bez wątpienia było półfinałowe spotkanie pomiędzy Rafaelem Nadalem a Novakiem Djokoviciem. Absolutne legendy tego sportu zaprezentowały swój najlepszy tenis, maestrię w czystym wykonaniu. Początek spotkania nie zwiastował nam takiego przebiegu. Hiszpan szybko dwukrotnie przełamał przeciwnika i nad Serbem wisiało widmo wyniku identycznego do tego, który padł w pierwszym secie finału French Open przed rokiem (wtedy padło 6-0 dla Nadala). Na szczęście dla Djokovicia oraz całego widowiska, Serb podniósł się i powalczył nawet w pierwszym secie, który był niemalże przesądzony na korzyść jego rywala. Kolejne trzy partie pokazały nam, dlaczego ci dwaj panowie są uważani za najlepszych w historii. Kunszt jaki zaprezentowali bez wątpienia zamknął usta mówiącym, że powinni już zejść ze sceny. Oni natomiast pokazali, że nawet o tym nie myślą, a prezentując taką grę dali nam do zrozumienia, że wciąż są głównymi aktorami na niej występującymi. Koniec końców wygrał Novak Djoković. Co prawda Nadal nie był do końca sobą w czwartym secie (ewidentnie było widać, że nie biega w charakterystyczny dla siebie sposób, komentatorzy podejrzewali problemy z nogami u Hiszpana), lecz nie umniejsza to w żadnym stopniu wyczynu Serba, bo pokonać Nadala na paryskiej mączce to jak wejść na tenisowy Mount Everest. Djokoviciowi ta sztuka się udała, za co należą mu się słowa uznania.

Długo moglibyśmy dyskutować o meczu Djokovic - Nadal, ale nie zapominajmy, że na kortach imienia Rolanda Garrosa wystąpił także trzeci z “wielkiej trójki”- Roger Federer. Dla Szwajcara był to pierwszy turniej wielkoszlemowy od Australian Open 2020. Półtora roku przerwy było spowodowane operacją kolana, którą Roger przeszedł w lutym ubiegłego roku. Początkowo miał wrócić do rywalizacji po przerwie w rozgrywkach spowodowanej pandemią, lecz rehabilitacja nie przebiegła pomyślnie i w czerwcu Federer był zmuszony do ponownego poddania się zabiegowi. Tak długa przerwa w grze powodowała, że po Rogerze nie spodziewaliśmy się niczego. Sam Szwajcar przyznawał, że paryski turniej traktuje mocno treningowo. Jego celem był powrót do rytmu meczowego i sprawdzenie tego, jak będzie zachowywał się jego organizm. Potwierdzenie tego zobaczyliśmy w meczu trzeciej rundy. Miał on miejsce w sobotę o godz. 21, co także nie jest bez znaczenia (pojedynek rozgrywany jako jedyny w wieczornej sesji to także mniej czasu na regeneracje przed kolejnym meczem). Rywalem Szwajcara był wtedy Niemiec Philipp Kohlschreiber. Postawił on Szwajcarowi twarde warunki w trakcie czterosetowego meczu, który zakończył się przed 1:00. Ostatecznie zwyciężył Federer, ale po kalkulacji zdecydował się wycofać z turnieju. Tenisista nie błysnął, ale Roland Garros miał być jedynie treningiem przed prawdziwą miłością Szwajcara - londyńskim Wimbledonem. Turniej na kortach trawiastych już niedługo i to na nim mamy zobaczyć Rogera w świetnej formie. Oby tak było.

Turniej pań jak zwykle obfitował w niespodzianki. Ostatnie lata rywalizacji w kobiecym tenisie przyzwyczaiły nas, że rankingi naprawdę nie grają roli. Dowód? Proszę bardzo: na etapie ćwierćfinału z najwyżej notowanych w rankingu zawodniczek ostała się tylko Iga Świątek, która była rozstawiona z “ósemką”. Niestety, nasza rodaczka zakończyła swój udział w turnieju właśnie na tym etapie, ulegając reprezentantce Grecji Marii Sakari. Na paryskiej mączce najlepsza okazała się B. Krejcikowa, która w finale pokonała A. Pawluczenkową. O ile u panów niezmiennie od wielu lat rządzą te same nazwiska, o tyle wśród kobiet sytuacja ostatnio zmienia się bardzo dynamicznie. Zobaczymy, na jak długo Czeszka zawładnęła tenisowym światem.

W kontekście rozmowy o tegorocznym Rolandzie Garrosie watro wspomnieć  o organizatorach. Ci przyzwyczaili nas, że zawsze możemy spodziewać się nieszablonowych decyzji i rozwiązań w ich wykonaniu. Francuzi są bowiem dosyć specyficznym narodem. Z jednej strony bardzo konserwatywnym, ale z drugiej nie stroniącym od zaskakujących rozwiązań. Podczas gdy po Wimbledonie 2018 w sposobie rozgrywania piątych setów na turniejach wielkoszlemowych wszędzie zaszły zmiany, na Rolandzie Garrosie wciąż gramy starą formułą do dwóch gemów przewagi. Ponadto dopiero w tamtym roku na korcie centralnym zamontowany został dach, a na innych największych turniejach główne korty posiadają zadaszenie od wielu lat. Natomiast w tym roku okazało się, że architekta nieco poniosło i cień, który dach rzuca na kort, a dokładnie jego wzór, mocno utrudnia grę zawodnikom. I wreszcie chyba najgorętszy temat tegorocznego Rolanda Garrosa - System Hawk-Eye, a w zasadzie jego brak. To wręcz niewyobrażalne, że na paryskich kortach wciąż nie wprowadzono tej technologii do dyspozycji sędziego i zawodników. Można oczywiście uznać, że nie ma takiej potrzeby, gdyż na mączce piłka zostawia dość wyraźne ślady. Lecz podczas ledwie zakończonego turnieju przekonaliśmy się, jak bardzo omylne jest ludzkie oko. W kluczowych momentach meczów często zaznaczano niewłaściwe ślady. Wprowadzenie Hawk-Eye rozwiałoby wszelkie wątpliwości, bowiem jego skuteczność jest niemalże stuprocentowa. Turnieje prześcigają się na coraz to nowsze rozwiązania technologiczne. Oglądamy już system, który na żywo potrafi ocenić czy piłka wylądowała w korcie, czy też nie - wszystko dzięki technologii. A w Paryżu czas jakby się zatrzymał, wciąż widzimy sędziego schodzącego z krzesełka aby ocenić ślad piłki. Wygląda to dosyć zabawnie, lecz i lekko groteskowo. Kolejną rzeczą, którą mogli “pochwalić się” organizatorzy tegorocznego Rolanda Garrosa, są sesje wieczorne. W kontekście godziny policyjnej obowiązującej w Paryżu była to najgorsza decyzja z możliwych. Jeden mecz dziennie odbywał się o 21. Sęk w tym, że nie mogli się na nim znaleźć kibice, którzy z obiektów byli wypraszani o 20:45. Jaki jest więc sens rozgrywania takich spotkań? Dla widowiska, mecz bez kibiców to istna stypa, a dla zawodników nierówne szanse spowodowane mniejszą ilością czasu na regeneracje. Organizatorom nie wyszło więc pochwalenie się zamontowaniem sztucznego oświetlenia.

Za nami Roland Garros, który na pewno zapadnie nam w pamięci. Dostaliśmy prawie kompletny turniej. Prawie, bowiem  zabrakło nam triumfu Rafaela Nadala. Można nie sympatyzować z Novakiem Djokoviciem, ale trzeba oddać królowi co królewskie: zneutralizowanie Hiszpana na paryskich kortach to wyczyn, czego oprócz Serba dokonała zaledwie jedna osoba. Zburzył on pomnik Nadala, który został odsłonięty na obiekcie imienia Rolanda Garrosa na krótko przed turniejem. Król Paryża jest jeden, ale na najbliższy rok oddaje on panowanie w ręce nowego księcia.

Autor: 
Jarosław Truchan
Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama