Polish Arabic Chinese (Traditional) Czech English French Georgian German Greek Hindi Hungarian Italian Japanese Russian Serbian Spanish Swedish Turkish Ukrainian

Demetrius Andrade: Sulęcki groźny? Nie sądzę

Reklama

pon., 06/24/2019 - 13:07 -- koscielniakk

– Muszę znaleźć się z Sulęckim sam na sam między linami, aby ocenić, czy dobry z niego zawodnik. Na razie spokojnie szykuję się do walki w Delray Beach na Florydzie – mówi „Przeglądowi Sportowemu” Demetrius Andrade, mistrz świata WBO wagi średniej.

  • Już niebawem kolejny Polak stanie do walki o pas mistrza świata w boksie. 29 czerwca w Providence Maciej Sulęcki zmierzy się z Demetriusem Andrade
  • – Na razie wiem tyle, że w poprzednich walkach padał na deski. Podnosił się, bo widocznie nie był aż tak bardzo zraniony, co nie zmienia faktu, że rywale go przewracali – mówi o Polaku jego rywal
  • – Demetrius Andrade nigdy nie przegrywa. I cóż, 29 czerwca się to nie zmieni. Niech Bóg błogosławi Sulęckiego. Mam nadzieję, że spokojnie zejdzie z ringu, szczęśliwie wróci do rodziny i po walce będzie spędzał z nią czas – dodaje Andrade

Czy walka z Maciejem Sulęckim, która odbędzie się 29 czerwca w Providence, może okazać się dla pana najtrudniejszym wyzwaniem od października 2018 roku, gdy sięgnął pan po tytuł mistrza świata WBO wagi średniej (72,6 kg)? Do tej pory wygrał pan dwa pojedynki o ten pas. 

Nie, wcale tak nie uważam. Muszę znaleźć się z Sulęckim sam na sam między linami, aby ocenić, czy dobry z niego zawodnik. Na razie spokojnie szykuję się do walki w Delray Beach na Florydzie.

Siedział pan przy ringu 15 marca w Filadelfii, gdzie polski pięściarz kładł na deski występującego przed własną widownią Gabriela Rosado i wygrał z nim na punkty.

Zarówno Sulęcki, jak i Rosado pokazali się wtedy z korzystnej strony. Obaj robili swoje, a zwycięski okazał się wasz zawodnik. Dla mnie nie ma znaczenia, jak dobrze mój przeciwnik wygląda w ringu, gdy walczy z kimś innym. To przecież nie oznacza, że tak łatwo będzie sobie radził ze mną. Nie mogę więc powiedzieć, że Sulęcki mi czymś zaimponował.

Gdy zszedł z ringu, przywitaliście się i przez chwilę było chyba nawet całkiem miło.

Nie przesadzałbym, to jest boks. Twardy biznes. Rywal staje się moim wrogiem. A teraz Sulęcki stoi mi na drodze, podczas gdy ja nadal chcę dokonywać w boksie wielkich rzeczy.

Która z broni Macieja może być dla pana niebezpieczna?

Nie uważam go za szczególnie groźnego zawodnika. Co w nim takiego niebezpiecznego? Jak mówiłem, dopiero w ringu sprawdzę, czy rzeczywiście ma jakąś broń. Na razie wiem tyle, że w poprzednich walkach padał na deski. Podnosił się, bo widocznie nie był aż tak bardzo zraniony, co nie zmienia faktu, że rywale go przewracali. I nie bardzo rozumiem, dlaczego to miałoby go czynić niebezpiecznym.

Mówi pan tak, jakby w przyszłą sobotę chciał wygrać w przekonującym stylu i zrobić wrażenie nie tylko na kibicach, ale i na asach wagi średniej – Saulu Alvarezie czy Giennadiju Gołowkinie.

Wiadomo. Na najwyższym poziomie jestem od dawna, zdobywałem pasy w dwóch wagach. Czas najwyższy, aby elitarni pięściarze walczyli ze sobą. Sulęcki to przeszkoda, którą muszę pokonać, aby znaleźć się w ringu z „Canelo” Alvarezem, „GGG” Gołowkinem albo kimkolwiek ze ścisłej czołówki. Wasz bokser należy do czołowej dziesiątki wagi średniej. Muszę po prostu zrobić swoje i wygrać.

Dużo mówi się o tym, że Alvarez i Gołowkin zmierzą się po raz trzeci we wrześniu. Z drugiej strony czas ucieka, a nikt jeszcze tego nie potwierdził...

Plotki są tylko plotkami. Mogę mówić jedynie o tym, co wiem na sto procent. Przede mną starcie z Sulęckim. Uważam, że jeśli nie byłbym tak dobrym pięściarzem, to pewnie już dawno temu dostałbym walkę z „Canelo” czy Gołowkinem. Czy to się stanie wkrótce? Jeszcze nie wiem. Nadal będę bił każdego, kogo przede mną postawią. I zakładam, że fani zaczną głośno upominać się o moją walkę z którymś z tych dwóch. A wtedy dopnę swego.

Jako czempion wagi junior średniej (69,9 kg) skarżył się pan, że unikali pana choćby Floyd Mayweather junior czy bracia Jermall i Jermell Charlo. Teraz związał się pan kontraktem z grupą Matchroom, pana walki transmituje DAZN i w perspektywie jest pojedynek o wszystkie cztery tytuły kategorii średniej. Jeden należy do pana, a trzy do Alvareza.

Przede wszystkim wreszcie walczę z należytą regularnością. DAZN uczyniło różnicę w moim życiu, ale i w całej dyscyplinie. Również dzięki promotorowi Eddiemu Hearnowi jestem częściej pokazywany w mediach, mam szansę przebić się do mainstreamu. Świat boksu dobrze wie, kim jestem i na co mnie stać. Ale szeroka publika dopiero dowiaduje się, że istnieje jeszcze ktoś poza „Canelo” i „GGG”. I że są utalentowani zawodnicy, którzy mogą ich pobić. Ja sam jestem dość szybki, śliski i sprytny, aby błyszczeć za każdym razem, gdy znajduję się w ringu.

Najlepsza walka w karierze i szczyt formy są jeszcze przed panem?

Każdy pojedynek to dla mnie świetnie spędzony czas. Aby wygrać walkę, szukam różnych metod. Czasami zadaję wiele ciosów, innym razem uderzam rzadziej. Zdarza się, że stawiam na pracę nóg, a kiedy indziej przychodzi położyć przeciwnika na deski. Każda walka jest inna. Ilekroć umiem się przystosować do rywala, tyle razy odnoszę zwycięstwo. Nieraz w ringu jest dużo fajerwerków, a czasami mniej. Nie można mieć tylko jednej metody, bo style przeciwników są różne. Tak jest zresztą w każdym sporcie.

Występ w rodzinnym Providence dużo dla pana znaczy?

Fajna sprawa, nie mogę tego nie doceniać. Część fanów nie będzie mogła być już na mnie zła, że nie walczę u siebie. Jednak uważam, że... to większe wydarzenie dla tego miasta niż dla mnie. Ja przecież występowałem już w wielu ciekawych miejscach i nie robi mi to wielkiej różnicy. Providence może zaś wreszcie zobaczyć, jak wspaniałym stałem się bokserem.

Specjalnie dla pana sprzeda się kilka tysięcy biletów?

Spodziewam się dużego tłumu. To przecież wyjątkowa okazja, aby Providence obejrzało w akcji własnego mistrza świata. Zresztą w Nowej Anglii nie było w ostatnich latach wielu ciekawych wydarzeń bokserskich. A już na pewno region nie miał pięściarza takiego kalibru. Skoro zatem ludzie chętnie dopingują miejscowe zespoły futbolu amerykańskiego, koszykówki czy baseballa, to przecież mogą też wspierać lokalnego boksera. Tym bardziej takiego, który zakłada pas mistrza świata.

Co ludzie powinni o panu wiedzieć, gdy już stanie się pan rozpoznawalną postacią nie tylko w świecie boksu? Czym kieruje się pan w życiu?

Życie prywatne wolałbym zachować dla siebie. Ale mogę powiedzieć, że jestem dobrym obywatelem. I to jest dla mnie ważne. Trzeba szanować innych ludzi – na zewnątrz ich domów, jak i w środku. Należy umieć nad sobą panować. Na ulicach nieraz zdarzają się jakieś sprzeczki czy nawet bójki, ludzie często uciekają się do przemocy. Chodzi o to, by nie zwariować i nie powodować kłopotów. Trzeba być przykładnym obywatelem.

Pańskie korzenie sięgają dalekich Wysp Zielonego Przylądka, położonych na Atlantyku, 450 km od zachodnich wybrzeży Afryki.

Pochodzą stamtąd moi dziadkowie, a mój ojciec urodził się już w Stanach Zjednoczonych. Chciałbym tam wreszcie polecieć. Może w tym roku, jak już pobiję Sulęckiego? Ale może trochę później, bo jeśli przyszłoby walczyć z Alvarezem we wrześniu – biorę to.

Wygląda na to, że nie radziłby pan kibicom z Polski szykować się na świętowanie triumfu Sulęckiego.

Demetrius Andrade nigdy nie przegrywa. I cóż, 29 czerwca się to nie zmieni. Niech Bóg błogosławi Sulęckiego. Mam nadzieję, że spokojnie zejdzie z ringu, szczęśliwie wróci do rodziny i po walce będzie spędzał z nią czas. Bo w Providence przy zadawaniu ciosów nie zamierzam zwalniać ręki.

***

W ostatniej walce 31-letni Demetrius Andrade pokonał przez TKO w 12. rundzie Artura Akawowa, broniąc pasa WBO wagi średniej. Wcześniej Amerykanin był czempionem WBO (2013–15) i WBA (2017) kategorii junior średniej. Na zawodowych ringach wygrał wszystkie 27 walk (17 przed czasem). Za nim bogata kariera amatorska. W 2007 roku w Chicago został mistrzem świata, a w 2008 roku dotarł do ćwierćfinału igrzysk w Pekinie, kontrowersyjnie ulegając 9:11 Kimowi Jung-joo z Korei Południowej. Zanim został zawodowcem, pokonał m.in. Keitha Thurmana, Daniela Jacobsa i Austina Trouta.

Autor: 
Przemysław Osiak
Źródło: 

Onet

Polub Plportal.pl:

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Potwierdź, że nie jesteś robotem:
12 + 5 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.

Reklama