Polish Arabic Chinese (Traditional) Czech English French Georgian German Greek Hindi Hungarian Italian Japanese Russian Serbian Spanish Swedish Turkish Ukrainian

Liga Mistrzów. Osiem lat temu Robert Lewandowski dał prawdziwy strzelecki koncert, w pojedynkę gromi

Reklama

pt., 04/30/2021 - 00:05 -- MagdalenaL

Zdjęcie: Eastfrisian / Wikimedia Commons

Już całe osiem lat minęło od pamiętnego wyczynu naszego snajpera w meczu Borussi Dortmund z Realem Madryt w UEFA Champions League. Tamtego magicznego wieczoru Lewandowski w pojedynkę rozgromił jeden z najlepszych i najbardziej rozpoznawalnych klubów piłkarskich na świecie. Borussia wygrała to spotkanie 4-1 a nasz rodak jeszcze dobitniej udowodnił swoją wartość.

24 kwietnia 2013 roku. Półfinał Ligi Mistrzów. Zasiadający na trybunach stadionu Signal Iduna Park w Dortmundzie kibice BVB z pewnością nie spodziewają się, że starcie z „Królewskimi” będzie należało do tych z gatunku „spacerek po parku”. Późniejsza rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna i przeszła najśmielsze oczekiwania wielu fanów futbolu na całym świecie, a sprawcą całego zamieszania okazał się fenomenalny Robert Lewandowski.

Tego wieczoru, cała Polska spoglądała na arenę w Dortmundzie. W końcu było to spotkanie bardzo istotne dla polskich kibiców, ponieważ była to wielka szansa trzech naszych rodaków z BVB na awans do finału tych rozgrywek. Naturalnie, najpierw trzeba było przebić ten niewiarygodnie gruby mur z napisem „Real Madryt”, którego w tamtym czasie głównym elementem był Portugalczyk Cristiano Ronaldo.

Robert Lewandowski zainicjował swoje popisy już kilka chwil po pierwszym gwizdku sędziego, a konkretnie w 8. minucie. Gracze w żółtych strojach wymienili między sobą piłkę na lewej stronie boiska, która następnie trafiła pod nogi Mario Goetze. Ten zdecydował się na dośrodkowanie na wbiegającego właśnie w pole karne „Galacticos” Roberta Lewandowskiego, a Polak już na wślizgu umieścił futbolówkę w bramce. Euforia na Signal Iduna Park, a jak się niedługo później okazało był to dopiero początek.

Dwie minuty przed końcem pierwszej części spotkania drużyna z Madrytu wyprowadziła skuteczny kontratak, po którym Cristiano Ronaldo doprowadził do wyrównania. Jednak to trafienie Portugalczyka wcale nie podcięło skrzydeł ekipie BVB. W 5 minucie drugiej odsłony tego widowiska, piłkę zaraz przed polem karnym Realu przejmuje Marco Reus, który od razu zagrywa ją do znajdującego się na piątym metrze Lewandowskiego, a ten szczęśliwie unikając pozycji spalonej, odwraca się i zdobywa swoją drugą bramkę uderzeniem przy krótkim słupku bramki strzeżonej przez Diego Lopeza.

Borussia prowadziła już 2:1, ale polski snajper był głodny kolejnych zdobyczy bramkowych. Lewandowski dopiął swego już pięć minut po swoim drugim trafieniu. Znajdujący się na lewym skrzydle, defensor BVB Marcel Schmelzer otrzymał podanie i zdecydował się wstrzelić piłkę w szesnastkę „Królewskich”. Futbolówka jeszcze otarła się o jednego z obrońców drużyny ze stolicy Hiszpanii, ale ostatecznie szczęśliwie trafiła do napastnika reprezentacji Polski, który zachowując po raz kolejny zimną krew, potężnym strzałem pod poprzeczkę pokonał golkipera gości, tym samym kompletując hat-tricka.

Hat-trick byłego zawodnika poznańskiego Lecha nie był jego ostatnim słowem. W 66. minucie spotkania Xabi Alonso fauluje Marco Reusa, a arbiter wskazuje na jedenasty metr od bramki. Do piłki podchodzi nie kto inny jak Lewandowski i ponownie bardzo mocnym uderzeniem w środek bramki pakuje ją do siatki.

W tamtym momencie, polski napastnik był na ustach wszystkich. Dokonał czegoś, czego przed nim nie dokonał żaden inny zawodnik. Jako pierwszy piłkarz w historii strzelił cztery bramki w jednym meczu wielkiemu Realowi Madryt w Lidze Mistrzów, jednocześnie w pojedynkę ośmieszając zespół prowadzony przez Jose Mourinho. Jego zespół zwyciężył 4-1, a on sam zdobył wszystkie bramki. Wielkie wydarzenie w światowym ale i polskim futbolu.

W meczu rewanżowym, ekipa BVB uległa „Królewskim” 2:0, ale i tak zdołała awansować do finału Ligi Mistrzów. Tam niestety musiała uznać wyższość swojego rywala z krajowego podwórka – Bayernu Monachium.

Tamto spotkanie stało się prawdziwym kamieniem milowym w karierze Roberta Lewandowskiego, który zachwycał coraz częściej, aż w końcu trafił właśnie do drużyny z Bawarii. Osiem lat później, oczy wszystkich po raz kolejny skierowane są na urodzonego w Warszawie napastnika, a powodem jest realna szansa na pobicie rekordu strzeleckiego Bundesligi z sezonu 1971/72 autorstwa Gerda Mullera, który zdobył wtedy 40 bramek. Lewandowski właśnie wrócił do gry po przebytej kontuzji, przez co stracił kilka spotkań w lidze niemieckiej. Aby po raz kolejny dokonać wielkiej rzeczy, nasz rodak musi strzelić 5 goli w trzech spotkaniach.

Autor: 
Kamil Chruściel
Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama