Polish Arabic Chinese (Traditional) Czech English French Georgian German Greek Hindi Hungarian Italian Japanese Russian Serbian Spanish Swedish Turkish Ukrainian

Jak trwoga to do Częstochowy – Lech powinien iść drogą Rakowa

Reklama

pt., 05/07/2021 - 12:43 -- MagdalenaL

Według najnowszych doniesień portalu interia.pl Maciej Skorża dostał od władz Lecha Poznań wolną rękę w zarządzaniu kadrą zespołu. Decyzja jest zaskakująca, albowiem w ostatnich latach władze Kolejorza podkreślały swoją niemałą rolę w wyznaczaniu ścieżki rozwoju klubu. Jednak w polskiej piłce mamy deficyt skutecznego zarządzania i aktualna sytuacja w Lechu jest tego tylko kolejnym przykładem.

Upadek Lecha jest bardzo bolesny, albowiem jeszcze jesienią zeszłego roku grał on w fazie grupowej europejskich pucharów, a do tego bił rekord transferowy polskiej ligi, sprzedając Jakuba Modera do Brighton za 11 milionów euro. Wydawało się, że ekipa składająca się z młodych i zdolnych Polaków oraz solidnych obcokrajowców jest skazana na sukces, przynajmniej na krajowym podwórku. Jednak w ciągu kilku miesięcy nastąpił zwrot o 180 stopni – obecne wyniki sportowe są dużo poniżej oczekiwań, a zmiana trenera nie przyniosła pozytywnych efektów. Klęska ta będzie miała również wpływ na pozycję negocjacyjną Lecha w rozmowach z zagranicznymi klubami, które będą mogły wykupić najlepszych piłkarzy poznańskiej ekipy po znacznie niższych cenach. A zapewne Maciej Skorża zażąda wzmocnień, które jakoś trzeba będzie sfinansować.

Legia zna ten ból

Kiedy w 2016 roku Legia Warszawa zakwalifikowała się do fazy grupowej Ligi Mistrzów, ogłaszano koniec polskiej ligi. Stołeczna drużyna miała „odjechać” reszcie zespołów za pieniądze z gry w elitarnych rozgrywkach europejskich. Tak się jednak nie stało, gdyż  zyski poszły na spłatę przeszłych zobowiązań czy nieudane transfery. Poza tym po zmianie właścicielskiej Legia nie jest już tak silna sportowo. Za czasów Dariusza Mioduskiego w Warszawie brakuje stabilizacji i jakości – w 4 lata przez klub przewinęło się wielu piłkarzy i trenerów, którzy ani razu nie wywalczyli awansu do europejskich pucharów. W 2019 roku Legia utraciła też mistrzostwo Polski i to była dla niej najlepsza nauczka.

Od tego czasu w klubie jest mniej gwałtownych ruchów, ale dopiero ostatnie nabytki - trener Michniewicz, Boruc, Mladenović, Juranović, Kapustka - można uznać za bardzo udane. I choć dzisiejsza sytuacja Legii jest daleka od idealnej, ponieważ notuje ona bardzo duże straty finansowe, spowodowane ograniczeniami pandemicznymi oraz wspomnianą kilkuletnią przerwą w występach w europejskich pucharach, to właśnie została ona mistrzem Polski. Lech na mistrzostwo czeka już 6 lat, a w przyszłym sezonie będzie występował wyłącznie na krajowym podwórku.

Władza i pieniądze w Ekstraklasie

W wielu polskich klubach decydujący głos w kwestii zarządzania mają ludzie niezwiązani z piłką. Nierzadko wynika to z niezdrowego modelu finansowania polskiej piłki, gdzie bardzo dużą część budżetów stanowią pieniądze podatników. Sponsorem tytularnym Ekstraklasy jest PKO Bank Polski, partnerem głównym Lotto, a swoje trzy grosze dorzuca również PKN Orlen. Niektóre kluby są własnością miast albo innych spółek publicznych – spośród ekstraklasowiczów są to Górnik Zabrze, Piast Gliwice, Podbeskidzie Bielsko-Biała, Śląsk Wrocław, Wisła Płock czy Zagłębie Lubin. Taka struktura właścicielska odbija się na procesie decyzyjnym w tych klubach, o czym świadczyć może historia opowiedzenia ostatnio przez Jakuba Koseckiego w wywiadzie na kanale FootTruck na YouTubie. Piłkarz powiedział, że na początku tego roku mógł trafić do  wspomnianego Śląska, a transfer miał poparcie trenera oraz dyrektora sportowego. Jednak nie zgodziły się na niego władze Wrocławia, które są właścicielem klubu.

Promykiem nadziei na lepsze jutro jest Raków Częstochowa, gdzie bardzo rozsądną politykę prowadzi właściciel Michał Świerczewski. Nie pcha się on na afisz ze swoją wizją budowy zespołu, lecz realizuje ją poprzez zatrudnianie fachowców. Na boisku błyszczą młodzi, zdolni Polacy (Piątkowski) i jakościowi obcokrajowcy (Ivi Lopez, Petrasek), drużyną od kilku lat skutecznie zarządza trener Marek Papszun, a o przyszłość klubu dba dyrektor akademii Marek Śledź (do Częstochowy przybył z Lecha). W niedzielę wspólnymi siłami poprowadzili Raków do zdobycia Pucharu Polski, największego sukcesu w jego historii. Dzięki temu częstochowianie zagrają w Conference League i będą mieli szansę wypromować kolejnych piłkarzy takich jak wspomniany Piątkowski, który w marcu zadebiutował w reprezentacji Polski, a w lecie przejdzie do RB Salzburg za 5 milionów euro.

Jak to wygląda za granicą?

Deklaracje o założeniu Superligi pokazały, że wśród możnych piłkarskiego świata nie jest kolorowo. Potężny spadek przychodów podczas pandemii, niewystarczające cięcia kosztów w tym samym okresie oraz lata budowania zespołów na kredyt w pogoni za sukcesem – to wszystko sprawiło, że kluby takie jak FC Barcelona, Real Madryt, Inter Mediolan czy Juventus dziś gorączkowo poszukują pieniędzy. Superliga okazała się niewypałem, jednak największe kluby ugrały korzystniejszy dla siebie format Ligi Mistrzów od 2024 roku, który przyniesie im wyższe zyski. Do tego czasu będą musiały albo zacisnąć pasa (zmniejszając przy tym ambicje sportowe), albo dalej zadłużać się na potęgę – zapewne oba rozwiązania nie są dla nich satysfakcjonujące i niedługo temat Superligi powróci jak bumerang.

Mniejsza presja finansowa ciąży na tych klubach, które mają bogatych właścicieli czerpiących zyski z działalności innej niż futbol – mowa tu przede wszystkim o PSG oraz Manchesterze City. I choć UEFA oskarżała je o łamanie Finansowego Fair Play (reguły równowagi budżetowej), to nie wyciągano wobec nich konsekwencji i do dziś nie mają sobie one równych na rynku transferowym. Zarządzanie takimi gigantami finansowymi sprowadza się przede wszystkim do osiągania pożądanych wyników sportowych i przy podejmowaniu strategicznych decyzji to właśnie ten aspekt ma największe znaczenie.

W kontrze do Superligi stawiany jest futbol niemiecki, gdzie obowiązuje zasada 50+1. Chodzi w niej o to, że członkowie klubu muszą posiadać ponad połowę udziałów. W wyniku tego zapisu zespoły nie mogą stać się własnością bogatych biznesmenów zagranicznych,  a dużą władzę w klubie mają kibice. Wyjątkami od tej reguły są Bayer  Leverkusen czy VFL Wolfsburg, które od wielu lat finansowane są przez duże koncerny (farmaceutyczny oraz samochodowy) i dzięki temu ten przepis ich nie obejmuje. Tę zasadę można skutecznie obejść, co pokazały przykłady RB Lipsk czy Hoffenheim, jednak jest ona gwarancją, że klub piłkarski nie stanie się zabawką kapryśnego miliardera, co doprowadzi go do ruiny. I choć kluby niemieckie w ostatnich latach  nie święciły boiskowych triumfów takich jak Anglicy czy Hiszpanie, to w czasach kryzysu finansowego i wizerunkowego (powołanie Superligi) okazały się zwycięzcami.

Nauka na przyszłość

Niemiecki styl zarządzania klubem przypomina to, co widzimy obecnie w Częstochowie – dążenie do sukcesu poprzez brak przesadnie wygórowanych ambicji, spokój, stabilizację czy trzeźwą ocenę sytuacji w piłce. Takie podejście nie skłania osób zarządzających klubami do podejmowania chaotycznych, nieprzemyślanych decyzji, a w chwilach triumfu pozwala na dodatkową satysfakcję, spowodowaną wiernością własnym zasadom.

Na drugim biegunie, bliższym desperatom z Superligi, znajduje się Lech Poznań. Przekazanie większej władzy w ręce Macieja Skorży to dosyć radykalne rozwiązanie ze strony włodarzy, którzy przez lata prezentowali określoną wizję rozwoju klubu. W tej wizji odgrywali oni znaczącą rolę, jednak nie przyniosło to oczekiwanych efektów. Może czas spojrzeć prawdzie w oczy, wykonać telefon z prośbą o radę do Michała Świerczewskiego i dać popracować ludziom, którzy pozwolą Kolejorzowi wrócić na właściwe tory.

Autor: 
Hubert Rybkowski
Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama