Polish Arabic Chinese (Traditional) Czech English French Georgian German Greek Hindi Hungarian Italian Japanese Russian Serbian Spanish Swedish Turkish Ukrainian

Dwa oblicza Krzysztofa Piątka

Reklama

sob., 05/08/2021 - 22:14 -- MagdalenaL

Zdjęcie: GETTY IMAGES

Ostatni tydzień dostarczył Krzysztofowi Piątkowi wielu wrażeń. Jego klub w ciągu trzech dni rozegrał dwa istotne mecze w Bundeslidze, podczas których polski napastnik nie dał o sobie zapomnieć kibicom. O ile spotkanie z Mainz zapamięta niezbyt dobrze, o tyle z Freiburgiem poszło mu już zdecydowanie lepiej.

Pewien wirus na „k” ma wpływ na wszystkie aspekty naszego życia – nie inaczej jest z piłką nożną. W połowie kwietnia gruchnęła wieść, że w berlińskiej Hercie jest ognisko zakażeń i cały zespół zostaje wysłany na dwutygodniową kwarantannę. Z tego powodu trzy najbliższe mecze  – z Mainz, Freiburgiem i Schalke – zostały przełożone.

Kibice „Starej Damy” po raz ostatni widzieli swoich ulubieńców na boisku 10 kwietnia, kiedy odbył się mecz z Borussią Moenchengladbach. Potem wychodziły problemy zdrowotne kolejnych pracowników klubu, ich przymusowa izolacja oraz oczekiwanie na nowe terminy spotkań. W tym czasie inne zespoły normalnie grały swoje mecze, gromadziły bezcenne punkty i tym samym zepchnęły Herthę do strefy spadkowej.

Brak powodów do świętowania

„Witaj maj, piękny maj”, mogli zanucić wers z „Mazurka 3 maja” kibice Herthy, spragnieni meczów swojej ulubionej drużyny. To właśnie 3 maja ich drużyna jechała do Moguncji na pierwszy od  blisko miesiąca mecz ligowy. Jednak przeciwnik nie należał do wymarzonych – było nim walczące o utrzymanie Mainz, które w swoim poprzednim meczu wygrało z Bayernem Monachium. Mimo prób gospodarzy, to Hertha w 36. minucie otworzyła wynik spotkania po główce Trossarda. Na prowadzeniu utrzymała się 4 minuty, kiedy po strzale z dystansu bramkę zdobył Mwene.

Pomimo prób z obu stron, nadal utrzymywał się remis. Wtem nadeszła 82. minuta, gdy Darida po akcji, lewym skrzydłem dograł w pole bramkowe do rezerwowego Piątka. Ten w prostej sytuacji skiksował w sposób niewytłumaczalny i zaprzepaścił najlepszą szansę swojej drużyny na niezwykle cenne trzy oczka. Mecz skończył się podziałem punktów, a polskiemu napastnikowi pozostało zacytować inny fragment „Mazurka” – „U Polaków błogi raj” – z nutą goryczy i autoironii.

Z piekła do nieba w 21 minut

6 maja Hertha podejmowała u siebie SC Freiburg. Rywal na końcówkę sezonu wręcz wymarzony, gdyż nie grozi mu ani spadek, ani europejskie puchary. Wynik meczu otworzył nie kto inny, jak największy przegrany poprzedniego meczu, czyli Krzysztof Piątek. W 13. minucie wykazał się instynktem rasowego snajpera - dopadł do bezpańskiej piłki i po precyzyjnym strzale mógł wykonać swoją charakterystyczną cieszynkę. Tym samym odpłacił się trenerowi Dardaiowi, który po fatalnym pudle sprzed kilku dni wystawił go w wyjściowym składzie. Kilka minut później bramkę na 2:0 dołożył Pekarik, a w końcówce meczu gości dobił Radonjić. Dzięki temu zwycięstwu berlińska „Stara Dama” wygrzebała się ze strefy spadkowej, przeskakując z 17. na 14. pozycję w tabeli.

Utrzymanie na wyciągnięcie ręki

Trzecia zaległość Herthy, czyli mecz z już zdegradowanym, ostatnim w tabeli Schalke, zostanie odrobiona 12 maja. Jednak zanim to nastąpi, w niedzielę trzeba będzie pokonać Arminię - jest to o tyle istotne, że na dziś oba zespoły mają tyle samo punktów, lecz to Hertha jest w bezpiecznej strefie, a ekipa z Bielefeldu na miejscu barażowym. Gdyby drużyna Krzysztofa Piątka wygrała oba najbliższe spotkania, będzie o krok od zapewnienia sobie prawa gry w przyszłym sezonie Bundesligi. Oby duży udział miał w tym polski napastnik, a ewentualną dobrą formę strzelecką potrafił utrzymać do EURO 2020.

Autor: 
Hubert Rybkowski
Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama