Polish Arabic Chinese (Traditional) Czech English French Georgian German Greek Hindi Hungarian Italian Japanese Russian Serbian Spanish Swedish Turkish Ukrainian

POLSCY PIŁKARZE MOGĄ SIĘ PAKOWAĆ. KATASTROFA ZE SŁOWACJĄ!

Reklama

wt., 06/15/2021 - 06:23 -- zzz

Polacy przegrali ze Słowacją, którą pokonać miało być najłatwiej. Całkowicie zawiedli liderzy reprezentacji, z Grzegorzem Krychowiakiem na czele. Potwierdziły się wszystkie obawy, jakie mieliśmy przed Euro 2020.

Polacy rozpoczynają turniej od porażki. Tylko dwa razy w historii udało im się wygrać w pierwszym meczu na wielkiej imprezie
 

W ciągu ostatnich trzech tygodni słyszeliśmy od naszych reprezentantów, że atmosfera w kadrze jest znakomita, Wojciech Szczęsny stwierdził, że odkąd przyjeżdża na zgrupowania, nie była aż tak dobra – użył nawet sformułowania, że lepiej grać z przyjaciółmi niż z kolegami. Kiedy słuchało się Grzegorza Krychowiaka na przedmeczowej konferencji prasowej, niemal wszystko było idealne: przygotowania, murawa, warunki, ich forma, która w meczach towarzyskich z Islandią i Rosją mogła przecież niepokoić. Zapewniał, że była szykowana na 14 czerwca. Niestety. Na słowach się skończyło. Bardzo daleka od ideału była przede wszystkim w poniedziałkowy wieczór gra Biało-Czerwonych. Zapewnienia polskich piłkarzy, a przede wszystkim stojącego na ich czele Paulo Sousy, zostały brutalnie zweryfikowane przez rzeczywistość. Portugalczyk nie wymyślił jednak sposobu, jak skutecznie przełamać większość reguł, którymi powinno się kierować przy budowaniu drużyny. Bardzo szybko okazało się, że nie da się grać skutecznie, jeśli nie zgra się właściwie żadnej formacji.

Sousa zaskakuje od samego początku pracy z polską kadrą. W marcu miało to uzasadnienie – poznawał zespół. Podczas zgrupowania w Opalenicy niepokoiło – przegląd wojsk zamiast stabilizowania składu w spotkaniach sparingowych mocno zastanawiał. Wciąż jednak słyszeliśmy, że w tym – zdawałoby się szaleństwie – jest metoda, że Sousie zależy, by wszyscy piłkarze zrozumieli system gry, jego wizję futbolu. Gdyby stosował ten pomysł w klubie, pracując z zawodnikami przez wiele tygodni, miesięcy, pewnie miałoby to szansę powodzenia. W naszej reprezentacji na razie okazało się całkowitą porażką. I patrząc na to, co się wydarzyło w Sankt Petersburgu, jaki skład wyszedł na boisko, porażką bardzo logiczną. Portugalczyk uznał, że na prawym wahadle wystawi Kamila Jóźwiaka, którego z pięciu meczów, jakie prowadził z ławki Biało-Czerwonych, w podstawowym składzie umieścił tylko raz – z Andorą.

 

Faktem jest, że w tym marcowym spotkaniu współpraca piłkarza Derby County z Bartoszem Bereszyńskim, który był półprawym stoperem w ustawieniu z trójką obrońców, wyglądała bardzo dobrze. Tyle że Andora jest zespołem trzy klasy słabszym od Słowacji, o czym byli piłkarze Lecha szybko się przekonali, kiedy w 18 minucie się nie uzupełnili. Robert Mak najpierw minął Jóźwiaka, potem Bereszyńskiego, wbiegł w pole karne i uderzył, piłka po nodze Kamila Glika odbiła się od słupka, a potem od Wojciecha Szczęsnego i wpadła do siatki. Największa wina w tej akcji była po stronie pierwszej dwójki, jednak do historii przejdzie bramkarz Juventusu – to on był pierwszym polskim piłkarzem, który strzelił gola na Euro 2020, niestety samobójczego. Wielkie turnieje to nie są jego imprezy – wciąż kibice pamiętają, jak sprokurował rzut karny w 2012 roku w meczu z Grecją, jego występy we Francji w 2016 roku szybko zakończyła kontuzja, której doznał w spotkaniu z Irlandią Północną, był współwinny straconej bramki w meczu z Senegalem na mundialu w Rosji, a w poniedziałkowy wieczór strzelił samobója.

 

Czy Paulo Sousa nabrał Polaków? Miał wszystko, aby odnieść sukces
Tym razem jednak wina leży głównie po stronie jego kolegów. Brutalnie został ograny ten, który na treningach miał się prezentować znakomicie, który ma za sobą wybitny sezon, który sam przyznał w Opalenicy, że chce być liderem w obronie, czyli Bereszyński. Kolejny, który nie mógł być zgrany z pozostałymi zawodnikami, w czerwcowych meczach kadry rozegrał tylko 34 minuty. Nie mógł być też zgrany środek pola, tu Sousa postanowił zaskoczyć najmocniej. Kiedy trwały dyskusje, czy znajdzie się w pierwszym składzie miejsce dla Jakuba Modera, Portugalczyk uzna, że wystawi w nim Karola Linetty’ego – piłkarza, który zagrał u niego jedynie 36 minut. W pierwszej połowie środek pomocy wyglądał w polskiej drużynie bardzo słabo: brakowało agresywności, pressingu, doskoku, przestrzenie były tak duże, że Ondrej Duda mijał naszych zawodników bez większych problemów, zresztą cały nasz zespół był podczas ataków rywali zdecydowanie za daleko. Jedynym, który się wyróżniał był Piotr Zieliński, jednak w pierwszej połowie brakowało mu wsparcia, piłkarza, który pokusiłby się, by wskoczyć tego dnia na jego poziom.

 

Wiele zmieniło się, gdy Polacy wyszli na drugą połowę. W kadrze Sousy właściwie wszystko jest nieprzewidywalne, zaczynając od składu, a kończąc na tym, jak potrafią się przemienić jego zawodnicy – to też pokazali, wychodząc z szatni po przerwie. Nagle było już przyspieszenie, agresywność, o której tak często i wiele mówił Portugalczyk, wreszcie do ataków zaczął się podłączać Rybus. Efekty przyszły bardzo szybko: piłkarz Lokomotiwu zagrał w pole karne do Linetty’ego, a ten wyrównał – strzelił trzeciego gola w reprezentacji Polski, w swoim pierwszym występie na wielkim turnieju, choć był na nich już dwukrotnie. Zawsze wracał jako przegrany, w poniedziałkowym meczu on jako właściwie jedyny, cokolwiek wygrał. Bo kiedy Polacy wrócili do gry, że są w stanie ten mecz odmienić, to zawiódł kolejny piłkarz, który nie tylko chciałby być liderem, ale nim jest. Grzegorz Krychowiak to jedyny zawodnik, który w prowadzonej przez Sousę reprezentacji we wszystkich meczach wychodził w podstawowym składzie, to on jest jednym z niewielu pewniaków u nowego selekcjonera. Pomocnik Lokomotiwu Moskwa w 62. minucie zachował się nie jak lider, a człowiek mocno nieodpowiedzialny – sfaulował Jakuba Hromadę, za co sędzia wyrzucił go z czerwoną kartką z boiska.


Krychowiak zamiast dzielić i rządzić w środku pola, zahamował naszych reprezentantów, którzy chwilę później pokazali, że kolejna lekcja nie została podczas zgrupowania odrobiona. Widzieliśmy w meczach z Islandią i Rosją, że mają duże problemy przy stałych fragmentach gry rywali, tym razem było to samo: rzut rożny, uderzenie Milana Skriniara i Słowacy znów prowadzili. Nie zmieniło się to do końca spotkania, Polacy przegrali mecz z rywalem, który do ogrania miał być najłatwiejszy. Krychowiak w niedzielę mówił, że nie chciałby nigdy już przeżywać tego bólu i rozczarowania, jaki wszyscy czuli po mundialu w Rosji. Biorąc pod uwagę porażkę z najsłabszym rywalem i słaby styl naszej kadry, trudno mieć nadzieję, że nie przyjdzie mu się z tym mierzyć ponownie. Na razie musi leczyć „kaca” po swoim zachowaniu i wierzyć, że w kolejnych spotkaniach Sousa okaże się cudotwórcą. Nic innego nie pozostało.

Autor: 
zzz
Źródło: 

onet

Polub Plportal.pl:

Reklama