Polish Arabic Chinese (Traditional) Czech English French Georgian German Greek Hindi Hungarian Italian Japanese Russian Serbian Spanish Swedish Turkish Ukrainian

Dlaczego Nie ma komu kopać?

Reklama

wt., 06/02/2020 - 15:50 -- moderator2

Foto: Markus Spiske, https://unsplash.com/photos/BC2mcB-B388

Sport powoli zaczyna wracać do normalności. Grają już niektóre ligi piłkarskie, w tym Ekstraklasa i Bundesliga. Oczywiście ten artykuł mógłby być nim poświęcony. Lecz w Niemczech sezon jest praktycznie już rozstrzygnięty, a na temat poziomu gry w Polsce trochę smutno się pisze. Temat tego artykułu więc brzmi: Dlaczego w Polsce nie ma komu grać zawodowo w piłkę nożną?

   Futbol to najpopularniejszy sport na Świecie. Ponieważ Polska znajduję się na nim, to w naszym kraju jest podobnie. PZPN istnieje już od ponad 100 lat. Medale, czy to igrzysk, czy mistrzostw świata to niestety już odległe czasy. Kto może, ten wraca wspomnieniami do Hiszpanii, czy RFN. Tylko, że takich ludzi jest coraz mniej i jedno jest pewne- nie będzie ich przybywać. Gdybym przeszedł się ulicą i zapytał każdego  przechodnia w przedziale wiekowym 10-18 lat: „Ile karnych J. Tomaszewski obronił podczas Mistrzostw Świata w 1974 roku?” jak myślicie, ilu by mi prawidłowo odpowiedziało? Ja to wiem, lecz dlatego, że pasjonuję się futbolem i przeczytałem parę książek oraz pooglądałem wiele filmów piłkarskich. Gdybym nie interesował się piłką nożną też bym o tym nie wiedział, ponieważ nikt o tym nie mówi z takim samym rozgłosem jak z o innych wydarzeniach, które oczywiście są równie ważne jak te z poprzednich lat. Gdybym przeszedł się do miejscowej szkółki piłkarskiej gdzie trenują dzieci ze szkoły podstawowej, i zapytał: „co osiągnął Robert Lewandowski?” Odpowiedzi byłoby wiele np. „To ten, co wbił pięć goli Wolfsburgowi” albo „Poprowadził reprezentację Polski do awansu na trzy imprezy mistrzowskie z rzędu”. Lecz gdybym spytał o to, co osiągnął Kazimierz Deyna, albo Grzegorz Lato? Podejrzewam, że cisza, która nastałaby po tym pytaniu byłaby porównywalna z tą, która panowała na Maracanie podczas finału mistrzostw świata w 1950 roku po strzeleniu przez Urugwajczyków gola na 2:1. Pewnie najodważniejszy z nich spytał by mnie: „kto to był?”. Niestety, takie są realia.

   Polskiej piłce sukcesu brakuje jak powietrza. Nikt nie wita ich już piłkarzy po turniejach z kwiatami, nie jadą oni autobusem bez dachu i nie machają do tłumnie zgromadzonych ludzi. To napędza całe koło. Zaraz za tym idzie mniejsza oglądalność meczów reprezentacji  w telewizji, bo ludzie wolą oglądać sporty, w których Polacy wiodą prym. Przeciętny Kowalski chętniej włączy mecz po którym komentatorzy będą chwalić Polski zespół, a nie wygłaszać monologi krytykujące styl gry niczym ten pamiętny Pana D.Szpakowskiego. Zaraz za tym idzie popularność wśród dzieci i młodzieży. Dzisiaj nie idzie grać się na podwórko z kolegami, dziś gra się z nimi w gry komputerowe. Odwróćmy sytuację polskiej piłki nożnej o 180 stopni. Jesteśmy drużyną liczącą się na światowym rynku, wygraliśmy ostatnie Mistrzostwa Europy, a na Mundialu zdobyliśmy brąz. Co się wtedy dzieję? Popularność tego sportu w naszym kraju rośnie w szaleńczym tempie, szkółki piłkarskie pękają w szwach, powstają nowe akademie. I dochodzimy mniej więcej do tego momentu, w jakim znajduje się dziś polska siatkówka. Mówię o tym, że w zeszłym roku nasz trener zdołał złożyć trzy reprezentację, z czego jedna wywalczyła brązowy medal w Lidze Narodów, druga uzyskała kwalifikacje na Igrzyska Olimpijskie,  a trzecia osiągnęła sukces w Mistrzostwach Europy. Dążę do tego, że obecnie PZPS wybiera najlepszych z wielu bardzo dobrych, a PZPN ciągle musi szukać tych dobrych, a jest to trudna robota. Ten tzw. „Boom na piłkę nożną” który nastał po Euro 2016 był za mały aby wśród dzieciaków, którzy zgłosili się do szkółek piłkarskich ukryło się kilku następnych Lewandowskich, Błaszczykowskich, czy Szczęsnych. Tutaj Boom nie wystarczy, potrzebna jest prawdziwa erupcja.

   Jak to zrobić? To nie jest takie łatwe. Dobrym rozwiązaniem byłoby zorganizowanie Dużej Imprezy Piłkarskiej. Gdańsk i Warszawa dostały finał Ligi Europy. Lecz to za mało. Popularyzacja jednego miasta nie wystarczy. Potrzebna jest dobre zaprezentowanie się Polski pod względem całego kraju. Nie można powiedzieć, Euro 2012 pod względem turystycznym wypadło bardzo dobrze. Lecz poziom sportowy pokazany przez Polski zespół był katastrofalny. Mieliśmy wszystko podane na tacy. Pozostało przygotować kadrę. Można było wziąć przykład z 2008 roku, nie konkretnie z Euro, a z Igrzysk Olimpijskich w Pekinie. Chiny brylowały przedtem w kilku konkurencjach. Postanowili oni postawić na wyławianie talentów i przygotowanie ich właśnie pod tą imprezę. W efekcie Chińczycy zdobyli łącznie na Igrzyskach ponad 90 medali. My mieliśmy mniej czasu i to nie były Igrzyska, ale można było poszukać dokładniej talentów w Polskiej piłce. Mówiąc słowami dr. Wezóła z serialu „Ranczo”: „Niewiele to pomoże, ale i nie zaszkodzi”. Wydanie większej ilości na scouting, a nóż widelec mogłoby się okazać wielkim sukcesem. Tego już się nigdy nie dowiemy. Mieliśmy wielką szansę na zabłyśnięcie w Europie i pokazanie naszego systemu gry, ale wymknęła nam się z rąk niczym mydło.

   No cóż, mleko się rozlało i nie ma co nad nim płakać. Euro w Polsce było osiem lat temu, trzeba z tego turnieju wyciągnąć wnioski i zrobić wszystko aby tych błędów nie powtórzyć. Należy starać się zapomnieć o tej imprezie by nie zrobiło się z tego nasze maracanazo. Trzeba postarać się, aby żaden talent w Polskiej piłce nie został przeoczony, więc wzmocnić scouting. Wiem, że to zadanie jest bardzo trudne, ale władze PZPN muszą sobie powiedzieć jasno: Chcemy, aby nasza reprezentacja narodowa osiągnęła sukces na wielkiej imprezie, to musimy zacząć od podstaw. Nie ma domu, który stałby bez fundamentów, tak samo nie ma kadry która nie ma silnego i młodego zaplecza. Lecz aby mieć młodych i utalentowanych piłkarzy, należy stworzyć im imprezy, w których mogliby zostać zauważeni. Owszem, mamy największy turniej dla młodych piłkarzy w Europie o puchar Tymbarku, ale to za mało. Najlepiej byłoby stworzyć właśnie takie turnieje, lecz rangi wojewódzkiej, na które zjechaliby się scouci z całej Polski. Wtedy te dzieciaki miały by szanse wybić się i zostać zauważone. Obecnie młodzi piłkarze, którzy grają w wiejskich klubach, nawet bardziej utalentowani od tych z miast, szybko się zniechęcają. Takich zmarnowanych talentów jest dużo, a polskiej piłki nożnej nie stać na to, aby je pominąć. Lecz skądś te młode talenty muszą się wziąć. Trzeba więc pomyśleć o infrastrukturze, czyli chociaż orliku w każdej wsi i o tym żeby były one w miarę utrzymywane. Wiecie, czym się różnią współczesne dzieci, od tych z lat 70- tych? Moim zdaniem tym, że tamte dzieciaki za idoli miały Grzegorza Lato, czy Kazimierza Deynę. Oczywiście mógł to równie dobrze być pan, który dba o utrzymanie klatki schodowej. Lecz te wszystkie osoby łączyło jedno- można było ich spotkać na miejskim chodniku, porozmawiać, pójść na ich trening. Nie byli oni odizolowani od fanów jak dziś (tutaj oczywiście mam na myśli piłkarzy). Idolami dzisiejszych dzieci są bohaterowie bajek, komiksów, gier komputerowych, czyli postaci fikcyjne. Jeśli chodzi o piłkarzy, to nie są to piłkarze miejscowych drużyn, tylko od razu C.Ronaldo, albo L.Messi. Ich nie mogą spotkać w zwykłej codzienności spacerujących po ich mieście.

   Podsumowując, polskiej piłce nie wystarczy stworzyć drużynę, która będzie grała co najwyżej dwa lub cztery lata. Potrzeba modernizacji całego systemu szkoleniowego, aby żaden talent nie poszedł na marne i aby nie został zakopany, jak w Biblijnej przypowieści, lecz rozwinięty. Tylko tak można uniknąć kompromitacji na przyszłych wielkich turniejach, które odbędą się za 10, czy 15 lat.

Autor: 
Jarosław Truchan
Polub Plportal.pl:

Reklama