Polish Arabic Chinese (Traditional) Czech English French Georgian German Greek Hindi Hungarian Italian Japanese Russian Serbian Spanish Swedish Turkish Ukrainian

Marcin Mięciel: Spotykam 14-letnich chłopaków, którzy nie potrafią zrobić jednej pompki

Reklama

wt., 10/29/2019 - 06:15 -- zzz

– Dzisiaj wszędzie jest ingerencja rodziców. Przychodzi ojciec i mówi: syn sąsiada gra, a mój nie. Co jest? Młodzi mają cienką skórę – mówi były piłkarz Legii, który dziś szkoli młodych piłkarzy.

“Za darmo godziłem się na wszystkie sesje”

W latach 90. każdy z młodych chłopaków chciał być jak Mięciel. Nosić koszulkę z “dychą” na plecach, albo przynajmniej mieć fryzurę na “Miętowego”. Nikt jeszcze nie znał słów Instagram i pijar. A on był wszędzie.

– Koledzy mówią, że dzisiaj mógłbym na tym zarabiać, a wtedy nawet bym o tym nie pomyślał. Za darmo godziłem się na wszystkie sesje. Strasznie mi się to podobało. Ja, prosty chłopak z Tczewa, który w zeszytach opisywał każdy podwórkowy mecz i jeszcze wystawiał z niego oceny, nagle byłem w centrum uwagi – mówi.

Sławy dziś nie ma, ale pasja została

Marcin Mięciel od sześciu lat razem z Maciejem Bykowskim, byłym piłkarzem m.in. Polonii Warszawa, prowadzi szkółkę piłkarską STF Champion na warszawskim Ursynowie.

– Kiedyś rosła tu kapusta, a dziś mamy dwa boiska – uśmiecha się. – Byłem chłopakiem, który o 5.00 rano wstawał, żeby zdążyć na 6.00 na pociąg do Gdańska. Potem przesiadka w kolejkę, szkoła, koniec szkoły o 14.00 i o 17.00 trening. 10 km szedłem na piechotę. Wracałem do domu o 21.00. A na drugi dzień znowu od nowa. Ale kochałem to. Bywały dni, że jadłem dwie bułki. Napiłem się wody z kranu i jazda, bo taką miałem determinacje. Mieć dzisiaj swój klubik, patrzeć jak dzieciaki mają podobne marzenia, oglądać z bliska ich rozwój – bajka.

 

W Polsce za mało piłkarzy wraca do korzeni?

Na pewno. Ale to wina klubów. Często osoby decydujące, które piłkę znają z teorii boją się rywalizacji z ludźmi futbolu. Przez to byli piłkarze mają problem ze znalezieniem roboty. Szukają miejsca gdzie indziej, a szkoda, bo tylko piłkarz najlepiej wie, co siedzi w głowie trampkarza. On to wie, bo sam to przechodził. Też miałem sytuacje, gdy za dzieciaka w Lechii Gdańsk strzelałem bramki, a nagle usiadłem na ławce. Siedziałem dwa miesiące i kotłowało mi się w głowie. Ale nie dałem się. Dzisiaj dzięki temu wiem, jak z takim młodym piłkarzem rozmawiać.

Widzi pan dawnego siebie w tych dzieciach?

Nie do końca, bo dzisiaj wszędzie jest ingerencja rodziców. Przychodzi ojciec i mówi: syn sąsiada gra, a mój nie. Co jest? Młodzi mają cienką skórę. Ktoś powie mu, że jest słaby, to na drugi dzień przychodzi matka i robi awanturę. Kiedyś chłopak dał drugiemu liścia, to wstyd było przyjść do domu i o tym powiedzieć, bo by jeszcze od ojca dostał drugiego. Takie było kiedyś wychowanie. Jestem przeciwnikiem bicia, ale chłopiec musi wiedzieć, że w życiu różne rzeczy się zdarzają. Trochę dorośnie, pójdzie do pracy, to też dostanie naganę od szefa. I co? Do kogo pobiegnie? Musi być na to przygotowany. Nie można non stop żyć w kokonie, bo to nie przygotowuje do życia. Jeśli chcesz grać w Ekstraklasie, coś w piłce osiągnąć, to musisz nauczyć się rozpychać łokciami. Innej drogi nie ma.

Dzieci mają dziś za mały apetyt na piłkę?

To jest ogólny problem dużych miast. Tutaj masz wszystko. 2-3 pary butów, samochód na jedne zajęcia, na drugie. To jest normalne, żyjemy w bogatszym społeczeństwie. Ale to rozleniwia. To, co mnie martwi: nie każdy chłopiec rzeczywiście interesuje się piłką. Jakiś czas temu chciałem, żeby dzieci prowadziły zeszyty. Żeby opisywały mecze, dzieliły się pasją. To jest, coś co sam znałem z dzieciństwa. Kiedy sprawdzaliśmy – miał każdy. Przestaliśmy i może z jedna albo dwie osoby robią to nadal. Ostatnio na turnieju przysłuchiwałem się rozmowom chłopaków i niestety gadali o grach: kto jaki level i kto co dokupił. O piłce zero. Później oglądałem mecz na stołówce i przysłuchiwałem się grupie z małej miejscowości, tam były dyskusje, kto nie podał albo że ktoś pobiegł w złą stronę. W piłce trzeba mieć tę pasję 24 godziny na dobę. Tylko tacy mogą coś osiągnąć. Do tego dochodzą te nieszczęsne lekcje WF-u.

Jest aż tak źle?

Bywam w szkołach i widzę, co się dzieje. Lekcje są na słabym poziomie. Nauczyciele obniżają poprzeczkę, bo większość dzieci nie ćwiczy. Zrobiliśmy u nas ćwiczenia z piłką lekarską. Pojawiły się pytania, co to jest i jak to trzymać. Zszokowało mnie to. Spotykam 14-letnich chłopaków, którzy nie potrafią zrobić jednej pompki. Kiedyś robiło się 20-30. Były sprawdziany. Stało się na rękach. Teraz jest tak, że chłopak trochę poćwiczy i po miesiącu zrobi te 10 pompek, ale kilku dalej nie robi. Zdarza się, że rysujemy linię na kilka metrów i dziecko nie przebiegnie prosto. Raz biegnie w lewo, raz w prawo, bo taką ma koordynację ruchową. My na każdych zajęciach musimy robić 15-20 minut koordynacji, gdzie w ogóle nie powinniśmy się tym zajmować. Kiedyś chłopak biegał po budowach, przeskakiwał przez płoty, to było naturalne. My zamiast skupić się na treningu piłkarskim nadrabiamy podstawowe braki. Nie da się grać w piłkę bez koordynacji. Znowu wracamy do tego, że trzymanie dzieci pod kloszem, wyrządza im krzywdę.

W Polsce mamy boom na szkółki młodzieżowe. Będzie coś z tego dla polskiej piłki?

Jest coraz więcej akademii, powstają turnieje, dostajemy zaproszenia i gramy. To buduje. Prezes Boniek mawia, że dużo jest teraz akademii na orlikach, gdzie trener tylko rzuca piłkę. I że to komercja. Ok, ale nawet jak są one amatorskie, to te dzieci grają. Jadąc przez Ursynów w sobotę mijam cztery orliki i one są puste. Jak ktoś nie zorganizuje tym dzieciom czasu, to one same nie wyjdą. To nie te czasy, że na bloku jeden odgłos piłki sprawiał, że wychodziło dziesięć osób.

 

Co jest dziś największym problemem z punktu widzenia właściciela szkółki?

Największym problemem są fundusze. Nie ma tak, że nagle pojawia się jakaś transza, wszystko trzeba wypracować. Boisk też nie ma. Ursynów ma 250 tysięcy ludzi, a nie znajdziesz tu jednego pełnowymiarowego boiska. W Niemczech masz 3-4 w każdym małym miasteczku. Sama liga kosztuje nas 30 tysięcy, żeby pół roku nasze zespoły pograły między sobą. Opłacam sędziego, pielęgniarkę, wynajmuję boisko no i jeszcze przejazdy. To są duże liczby. Im dzieci są starsze, tym koszty rosną. A trzeba jeszcze włożyć w trawę, w świetlicę dla rodziców, chcemy mieć bazę do motoryki. To wszystko kosztuje.

Cały wywiad z Marcinem Mięciel jest dostępny pod tym linkiem.

Autor: 
Mateusz Bagieński
Źródło: 

sporteuro.p

video: 
Polub Plportal.pl:

Reklama