GENEZA KLAPY. EKSTRAKLAPY.

Reklama

wt., 01/22/2019 - 17:22 -- koscielniakk

W naszym cudnym kraju każdy jest urodzonym specjalistą w sprawach związanych z prawem, medycyną, polityką i sportem. A najbardziej Polacy znają się na piłce nożnej. Ciekawe więc, dlaczego forma kadry jest tak hamletyczna, a polskie kluby absolutnie nie liczą się w europejskich pucharach? Czy 20 milionów niedzielnych ekspertów to za mało? Nie. To za dużo, a za mały jest obszar widzenia tej bandy. Najprościej zwolnić trenera – kilka słabszych spotkań i c’est la vie. Ale wypadałoby spojrzeć na problem z szerszej perspektywy. Dlatego istnieją humaniści tacy jak ja, którzy widzą dużo, rozumieją może i mniej, ale powymądrzać się mogą.

 

Czasem potrzebna jest rewolucja. Ale nie taka jak u Magdy Gessler: stłuczenie paru talerzy
o gęby kucharzy i wsypanie do garnka całej paczki Prymatu nie załatwi sprawy. Pajacerka w ogóle sprawy żadnej raczej nie załatwia, dlatego Magdę Gessler dalej trzymajmy w cyrku, a my poszukajmy bardziej cywilizowanych rozwiązań.

Schody zaczynają się już niemal na starcie. Piłkarze są w takim wieku, że zdarza się im założyć lewego buta na prawą stopę, a lada moment odkryją w zamętach Internetu pornografię. Takie dzieciaki idą na swój pierwszy trening i już wpadają w wir pieniędzy footballu. Za uczęszczanie dzieci na trening, rodzic musi zapłacić. A na treningu? Jak są młodsze to wybiera się 7 składów i rzuca piłkę. 5 ekip czeka, a dwie grają 5 minut lub dopóki któraś z drużyn zdobędzie dwie czy trzy bramki. „Mogą tak sobie grać na Orliku”, ktoś rzuci. Kiedy ja byłem dzieckiem Orlików nie było. Teraz są, a mimo to ich nie ma. Bo albo są zajęte przez różnej maści szkółki piłkarskie, albo wieczorem przez oldboy’ów, którzy mają za dużo wolnego czasu i rezerwują boisko, by popykać w nóżkę. Oldboy’e, Pokolenie X, dorastały
w czasach, gdzie ogarnęły, że można zgarnąć ekipę i pograć. Teraz, gdy każdy z nich ma smartphone’a to jeszcze prostsze. Młodzi? Ja urodziłem się w 1997 roku, więc jestem ze schyłku Pokolenia Y, czy inaczej Millenialsem. Ja dorastałem jeszcze w czasach, gdzie wystarczyła nam piłka, kawałek trawy czy zbitej ziemi i drzewa lub plecaki, służące nam za słupki. Jednak w 2004 roku Polska weszła do Unii
i zaczęła się pogoń za Zachodem. W efekcie tam, gdzie za dzieciaka grałem w piłkę całymi dniami, dziś jest parking. Do tego następne pokolenie, Pokolenie Z, ma wszystko. Byłem królem mając w kieszeni Sony’ego Ericssona C702i. Pokolenie Z ma iPhone’y i nie rozumie co to słownik T-9. Pokolenie Z, ta generacja postmillenialna, chce grać w piłkę na treningach. Zorganizowanych, każdy ma piłkarski strój, pakuje rzeczy do torby, jest szatnia. Krótko: skoro są możliwości, chcą się czuć piłkarzami. Trzeba jakoś się przebić przez algorytmy Instagrama.

Wśród chcących czuć się jak piłkarze na treningach są też ci, którzy nie chcą tam być w ogóle.
I tych szkoda mi najbardziej. Tata marzył o karierze piłkarza, tymczasem jego najlepsze osiągnięcie to trzymiesięczny epizod w okręgówce, bo tak to cała kariera w A-Klasie. No to zapisze dzieciaka na treningi, on pojedzie na Igrzyska Olimpijskie. I czasami faktycznie takie dzieci wyróżniają się na treningach, ale po prostu boją się postawić rodzicom. Na te małe dzieciaki drze się mordy, wymaga ogarnięcia podstaw techniki, a rzadko pamięta się o zabawie. Eric Dier swoje młodzieńcze lata spędził w Portugalii i bardzo chwalił tamten system. Co widać po kadrze, która nawet bez Ronaldo radzi sobie dobrze… Dlatego cieszę się z podejścia moich rodziców. Tata był żeglarzem, przywoził medale
z mistrzostw Europy. Poszedłem na jeden trening, nie podobało mi się i już. Mama powtarza, że lepiej wychować szczęśliwego drwala, niż nieszczęśliwego prawnika. To też jej się nie udało, bo drwalem nie zostałem. Piszę felieton, więc coś poszło nie tak.

 

Następnie dzieciak, który wyróżnia się na tle rówieśników podpisuje kontrakt. Momentalnie dostaje mieszkanie i 10 tysięcy miesięcznie na konto. Łatwo przyszło w sumie. Głowy wielu w takiej sytuacji się psują. Skoro już osiągnęli fajny pułap ledwie kończąc 18 lat, to po co się przemęczać? „Będę dawać tyle z siebie ile wcześniej, najwyżej będę głośno krzyczeć, że trener na mnie nie stawia. W Polsce w niższych ligach dobrego siana nie dostanę, więc będę grać w niskich ligach na Zachodzie”. Dziękuję, po zawodniku. Jak się wyróżniają, niech mają kontrakt. OK. Niech mają stypendia. OK. Ale nie potężne wypłaty, na które ich rówieśnicy pracują dorywczo miesiącami.

Jeszcze inny będzie uważał, że rozwój przyjdzie sam. „Słabo wykonuję wolne? Będę trenować to się nauczę”. Tyle. Mało który zostanie 15 minut po treningu i poćwiczy na własną rękę. O ile ma też możliwość zostać, bo możliwe, że już czeka następnych 30 piłkarzy z niższego rocznika na swoje zajęcia.

Finalnie zdarzają się perełki takie jak Krzysztof Piątek, który przychodząc z Cracovii do Genui jako Pan Nikt, rozstawia Serie A w ten sposób, że zaraz zimowe okienko transferowe, a w klasyfikacji strzelców sam Cristiano Ronaldo długo go gonił i mógł jedynie wąchać jego bąki. On jest dobry, jeśli nie odbije mu sodówka i nie położą go kontuzje, będzie fenomenalny. Z Cracovii odszedł też inny młody ziomek, Bartek Kapustka. Różnica polega na tym, że on dobry nie był, a tak myślał. Media swoje też zrobiły. Trzy razy na krzyż świetnie podał, strzelił przy okazji, zagrał dla kadry i cyk, mamy nowego Ronaldinho… No nie kreujmy ludzi na gwiazdy za szybko. Bo jaką jest gwiazdą szybko i brutalnie zweryfikowały jego przygody w Leicester i Freiburgu. Teraz kopie gdzieś w 2. lidze belgijskiej, w klubie, którego nazwy nawet mi się nie chce wygooglować.

Istotna rzecz: kobiety. Dlaczego wszyscy mają tak dość Lewandowskich? Tak jest, odpowiedź brzmi: Ania. Obrońcy fitnessiary zaraz odpalą: „Ale ona ma własną firmę! Robi kulki mocy! Bloga prowadzi! Była mistrzynią świata w karate!”. No to macie kontrę: bloga może prowadzić każdy, ale trzeba się przebić. Nazwisko troszkę pomogło. Diety? OK, trzeba mieć wiedzę, ale bezglutenowym świrem może też być każdy, bo to modne. Własna firma? Otworzona jak Robert już miał miliony euro na koncie, pewnie z jego kapitałem założona w dodatku. Mistrzyni świata w karate? OK, szacunek, serio. Ale gdyby była żoną piekarza, a nie piłkarza, nikt by o tym nie wiedział. Za to w mediach wbija się wszędzie. Robert reklamuje Head&Shoulders? To Ania też. Pod rękę Robcia trzeba wprowadzić do studia Kuby Wojewódzkiego. No i Państwo Messi nie robią zdjęć rodzinnych z odwróconymi głowami dzieci. Nie chcesz pokazywać twarzy dziecka? To nie rób z nim zdjęć, którymi zaraz zaorasz Insta. Ania, proszę.

W tym miejscu duży respekt dla Celii Jaunat. Ona nie zrobiła kariery modelki na byciu dziewczyną Grzesia Krychowiaka. I dla pani Boruc, która miała na tyle odwagi głośno przyznać, że gdyby nie mężowie, to by wiele nie osiągnęły.

A teraz smaczek! Polska liga! Zbieranina zużytego zagranicznego szrotu, który lata świetności miał 10 lat temu lub młodych, którzy w życiu nie zagraliby na najwyższym szczeblu rozgrywek w swoim kraju albo nie sprostali oczekiwaniom. Kontuzja, której doznał w barwach Arsenalu Londyn Eduardo tak naprawdę skończyła mu karierę. Ale zdążył zagrać dla Szachtara Donieck i w Brazylii zanim podpisał kontrakt z Legią. Przez rok zagrał 14 spotkań, zaliczył dwie asysty. Goli brak. Słabo, jak na napastnika. Tomas Necid? Niewypał. Król strzelców? Carlitos, trzecia liga hiszpańska. Młodzi Polacy raczej nie grają. „Bo jest młody, musi się ograć w rezerwach, w składzie są bardziej doświadczeni zawodnicy”. W ten sposób Kylian Mbappe w wieku 19 lat wzniósł z kadrą Francji Puchar Świata. Warto zaznaczyć, że nie grał ogonów…

Jak już trafi się kot, to poza Polską nie istnieje. Roger Guerreiro: Legia, naturalizacja, kadra Polski, Euro w Austrii. Potem Grecja. Koniec historii. Semir Stilić: Lech Poznań, bajka. Karpaty Lwów, porażka. Gaziantepspor, porażka. Wisła Kraków, świetnie. APOEL Nikozja, dramat. Wisła Kraków, może być. Wisła Płock, ława. Koniec historii. Miroslav Radovic: Legia, legenda. Hebei w Chinach (wówczas druga liga), rozczarowanie. Ljubljana, kilka chwil. Partizan Belgrad, bez szału. Witamy z powrotem
w Legii. Koniec historii. I mógłbym tak jeszcze długo.

Trenerzy i prezesi też swoje za uszami mają. FIFA to podobno mafia, a w PZPN-ie kolesiostwo aż oczy razi. Eliminacje do Euro 2016. Cacy. Same mistrzostwa, powyżej oczekiwań. Eliminacje na Mundial w 2018, jak burza przeszli, aż miło patrzeć. Mundial, Adam Nawałka w swoim pokoju kontempluje: „skoro tak zajebiście się nam gra czwórką obrońców i jesteśmy już na Mundialu, gramy o punkty, reprezentujemy kraj… to może by tak z trzema z tyłu zagrać? To im rozwali głowy”! Efekty widzieliśmy. Odszedł, potrzebny nowy trener. Kandydat numer 1 to Cesare Prandelli, który ma w CV takie marki jak Roma, Fiorentina, Atalanta, Galatasaray, Valencia, a obecnie Genoa Krzysztofa Piątka. Srebro z kadrą Włoch na Euro 2012. Kandydat numer 2 to Jerzy Brzęczek. CV? Raków Częstochowa, Lechia Gdańsk, Wisła Płock. Sukcesów wielkich jako trener brak. Zbigniew Boniek z przyjemnością pragnie przedstawić nam nowego selekcjonera i swojego serdecznego kolegę Jerzego, znanego również z bycia wujem Kuby Błaszczykowskiego. Ten gracz ma ode mnie multum propsów, ale no jak siedzi na trybunach w Wolfsburgu, to co robi w reprezentacji? Richarlison, Brazylijczyk z Evertonu, oblał w szkole plastykę, której uczył jego wuj. Jak widać w polskim footballu można liczyć na plecy u kumpla lub rodziny. Efekty widać po tym, w jakim stylu kadra spadła z Dywizji A Ligi Narodów.

Wydaje się jednak, że problem tkwi w psychologii. Polska nawet w epokach literackich była całą historię za Zachodem i w pewnych aspektach pozostaje tak do dzisiaj. W Polsce jak słyszysz hasło „psycholog” to od razu kojarzy Ci się ze specjalistą od idiotów. Piłkarze nie są chorzy na umyśle, więc po co im psycholog sportowy? A na Zachodzie? Na przykład Borussia Dortmund, która ma na etatach małą armię psychologów sportowych zwraca na to niesamowitą uwagę. Treningi mentalne są niezmiernie istotne. Ba, bardziej skupiają się właśnie na młodych, żeby wzbudzić w nich pewną samoświadomość. Że trzeba harować jak polski robotnik w Anglii, żeby osiągnąć sukces i dobre pieniążki. Ale do psychologii sportowej dorośniemy za jakiś czas. Im się oczy otworzą, jak mnie się zamkną.

 

 

Prosty przepis? Wysyłajmy młodych perspektywistycznych zawodników na Zachód. Przykłady? Kamil Glik, który powędrował do Hiszpanii, Grzesiek Krychowiak zbierający szlify we Francji… W końcu Wojciech Szczęsny, który zaczął w Arsenalu. Tym samym Arsenalu, gdzie za dzieciaka z Barcelony powędrował Cesc Fabregas. Nie ma co liczyć, że będziemy mieć same perełki pokroju Lewandowskiego, które przejdą przez polski system szkolenia, polską ligę i będą na światowym poziomie.

W ogóle to bardzo drażniący temat. Tak drażniący, że się trochę rozpisałem.

Autor: 
Ericksson
Źródło: 

Ericksson

Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Potwierdź, że nie jesteś robotem:

Reklama