Co dalej?

Reklama

Polska reprezentacja w piłce nożnej już pożegnała się z Mistrzostwami Świata w Rosji. Oczekiwania były olbrzymie. Niestety polscy piłkarze nie sprostali nadziejom kibiców i w rozczarowującym stylu wrócili do domu po trzech meczach grupowych.

I tym razem sprawdził się niewybredny żart który krąży wśród polskich kibiców od lat: "pierwszy mecz otwarcia, drugi mecz o życie i trzeci mecz o honor". Wynik jest kwestią drugorzędną. O wiele smutniejszy jest styl w jakim rozstajemy się z Mundialem. Brakowało zawziętości, sportowej agresji, woli walki, czyli tych wszystkich cech którymi mogła pochwalić się Polska reprezentacja na Euro które odbyło się dwa lata wcześniej. Adam Nawałka przestał być selekcjonerem kadry. Wraz z nim kilku czołowych zawodników zapowiedziało, że rozważa zakończenie kariery reprezentacyjnej. W morzu tych wszystkich informacji pozostaje zadać sobie jedno pytanie - co dalej?

W całym piłkarskim szaleństwie jakie miało miejsce na Euro 2016, wielu z nas chyba zapomniało o jednym. Polska klubowa piłka nożna nadal stoi na zbyt niskim poziomie by móc myśleć o stworzeniu futbolowej dynastii jaką pochwalić się mogą czołowe reprezentacje Europy. Żyjemy w erze w której polscy zawodnicy mogą pochwalić się grą w najlepszych ligach świata. Jeszcze parę lat wcześniej nikomu by do głowy nie przyszło by Polak miał być gwiazdą Bayernu Monachium, Polak miałby być ostoją defensywy AS Monaco, Polak kreowany by był na następcę legendarnego Gianluigi Buffona w jeszcze bardziej legendarnym Juventusie, czy w końcu Polak jeszcze nie tak dawno był objawieniem ligi hiszpańskiej w Sevilli.

Ten splot cudownych wydarzeń sprawił, że duża część kibicowskiego światka doznała poczucia pewnego rodzaju wewnętrznej arystokracji. Po wielu latach szorowania brzuchem dna rankingów FIFA, po nieobecności na dwóch ostatnich Mundialach, Polscy gracze w końcu grają w czołowych klubach Europy, a reprezentacja pokazuje kawał dobrego futbolu na dużej imprezie jaką jest Euro. A dodawszy historyczne zwycięstwo nad Niemcami czy odpadnięcie dopiero po serii rzutów karnych z przyszłymi mistrzami Europy - Portugalią w ćwierćfinale Euro, rysuje nam się świetlany obraz przyszłych sukcesów polskiej piłki nożnej.

Ta wizja została jednak brutalnie zweryfikowana na ogólnoświatowej imprezie w Rosji. Dopiero teraz nagle otworzyły się wszystkim oczy, że tak naprawdę Polska piłka wcale nie jest w tak dobrej kondycji w jakiej chcielibyśmy żeby była. Lewandowski, Glik, Piszczek czy Krychowiak nie należą już do najmłodszych zawodników. I nie jest to szczególnie zła informacja. Złą informacją jest to, że na ten moment nie widać jakichkolwiek realnych, młodych zastępców na ich miejsce. Bo gdzie ich szukać? W polskiej Ekstraklasie? W lidze która swoją wątpliwą jakość opiera na zagranicznych graczach? Niestety kiedy pojawi się jakiś rodzynek w polskiej lidze, natychmiast jest on wyławiany przez jakiś klub z zachodu. Albo wzorem Lewandowskiego przebije się do głównego składu, albo wzorem Bartosza Kapustki zniknie gdzieś w otchłani głębokiej ławki rezerwowych.

Clou problemu jest proste. Dopóki Polska liga nie zostanie podniesiona na wyższy poziom (tj. taki gdzie co najmniej jeden polski klub będzie potrafił bez problemu rokrocznie awansować do Ligi Mistrzów, a przy tym będzie opierać się na polskich wychowankach), poziom reprezentacji nadal będzie taki do jakiego byliśmy przyzwyczajeni jeszcze parę lat temu. Złote pokolenie Lewandowskich, Glików, Szczęsnych, Błaszczykowskich już wkrótce się skończy. Potrzeba kolejnych zdolnych graczy, jednak tych póki co nie widać.

Warto również zauważyć jedną ciekawą rzecz. O Piotrze Zielińskim zwykło się mówić, że jest to wielka nadzieja polskiej reprezentacji. Pomocnik Neapoli ma obecnie 24 lata. Tymczasem Kylian Mbappe, obecnie czołowa gwiazda Francuzów, gracz nad którym zachwycał się sam wybitny Pele, ma lat 19. I z tą kąśliwą dygresją zostawiam Państwa na ten moment.

Autor: 
Mateusz Chudzicki
Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Potwierdź, że nie jesteś robotem:

Reklama