LECH POZNAŃ - LEGIA WARSZAWA 3:0

Kryzysu w Legii Warszawa ciąg dalszy. W hicie 11. kolejki LOTTO Ekstraklasy mistrzowie Polski przegrali z Lechem w Poznaniu 0:3 (0:2). Poprzednio Kolejorz pokonał Legię w takim wymiarze w… 1998 roku. Noc w Poznaniu będzie radosna, bo Lech awansował na drugie miejsce w tabeli. Radości na pewno na próżno będzie szukać u Dariusza Mioduskiego, który natychmiast po trzeciej bramce dla Lecha pożegnał się z Karolem Klimczakiem, prezesem Kolejorza, i opuścił trybuny.

Foto: PAP

103‹ wróć

Takiego lania od Lecha Legia dawno nie dostała. Drużyna z Warszawy wygrała pięć poprzednich meczów z rzędu przeciwko Kolejorzowi (licząc tylko ligę). Teraz karta się odwróciła i to bardzo wyraźnie. Już do przerwy Lech nie pozostawił Legii złudzeń, prowadząc 2:0 po golach Macieja Gajosa i Łukasza Trałki. Na 3:0 podwyższył po przerwie Maciej Makuszewski.

W Poznaniu nastroje po ostatniej porażce ze Śląskiem też nie były najlepsze. Dodatkowo z Legią drużyna musiała sobie radzić bez trenera Nenada Bjelicy, który na dwa mecze został odesłany na trybuny (na ławce zastąpił go austriacki asystent Rene Poms). Jednak w niedzielnym szlagierze po Lechu nie było widać żadnych problemów. Piłkarze Kolejorza wyszli na murawę naładowani energią i parli do strzelenia gola Legii. Świetnie dysponowany był Darko Jevtić, który siał zamęt wśród obrońców gości.

To właśnie Szwajcar zapoczątkował akcję w 12. minucie. W polu karnym złą decyzję podjął Michał Kopczyński, który wybił piłkę na skrzydło do Roberta Gumnego. 19-latek znakomicie dośrodkował na głowę Macieja Gajosa, który mocnym strzałem pokonał Arkadiusza Malarza.

Prowadzenie nie uśpiło Lecha, który dążył do strzelenia kolejnych goli. Legia na tle poznaniaków wyglądała bezradnie. Gorąco w polu karnym Lecha zrobiło się dopiero w 27. minucie, gdy szarżował Dominik Nagy. Węgier padł na murawę po interwencji Emira Dilavera, ale sędzia Szymon Marciniak nie podyktował rzutu karnego.

Lech od razu po tej akcji wyprowadził kontrę, po której Jevitić zakręcił Maciejem Dąbrowskim i strzelił nad poprzeczką. Jevtić świetnie wykonywał też rzuty rożne. W 38. minucie mocno dośrodkowana piłka trafiła na głowę Łukasza Trałki, który podwyższył na 2:0.

Legia odpowiedziała akcją z 42. minuty. Również po rzucie rożnym, po przypadkowej akcji, bliski strzelenia gola był Maciej Dąbrowski, ale obrońcy Lecha wybili piłkę z linii bramkowej.

Trener gości Romeo Jozak w przerwie dokonał zmiany. Za Michała Kucharczyka wszedł Guilherme. Nie odmieniło to jednak oblicza mistrzów Polski. Za to Lech grał swoje i w 65. minucie podwyższył prowadzenie. Z wyprowadzeniem pułapki ofsajdowej nie zdążył Łukasz Broź, dzięki czemu Maciej Makuszewski wyszedł sam na sam z Malarzem. Pewny strzał i Lech prowadził 3:0. W tym momencie zapachniało rekordem, bo Kolejorz nigdy nie pokonał Legii różnicą czterech goli.

Do ciekawej sytuacji doszło w 85. minucie. Sędzia Marciniak podyktował rzut karny dla Legii po starciu Nagy’ego z Lasse Nielsenem. Była to dziwna decyzja, bo Duńczyk z pewnością nie faulował Węgra. Nasz eksportowy arbiter skorzystał jednak z systemu VAR i po obejrzeniu powtórki cofnął decyzję o przyznaniu karnego.

Niemoc Legii dobrze oddaje statystyka. Obrońcy tytułu przez 90 minut oddali tylko 2 strzały, w tym jeden celny.

Lech Poznań - Legia Warszawa 3:0 (2:0)

Bramki: Maciej Gajos (12), Łukasz Trałka (38), Maciej Makuszewski (65).

Żółte kartki: Maciej Makuszewski, Emir Dilaver, Nicki Bille Nielsen - Michał Kopczyński, Guilherme, Maciej Dąbrowski.

Sędzia: Szymon Marciniak (Płock). Widzów 36 829.

Autor: 
Foto: PAP
Źródło: 

onet

Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Potwierdź, że nie jesteś robotem: