Wywiad z Jogi Löwem o presji, kraju gospodarza i możliwym odkryciu mś 2018 w drużynie

Reklama

Joachim Löw rozpoczyna jako trener drużyny narodowej Niemiec swój szósty wielki turniej i cieszy się z [przedturniejowego – dod. tł.] napięcia. Od swojej drużyny wymaga ostatecznego zerwania z niedbalstwem. Wytyczne Löwa na Rosję poza miejscem [na mistrzostwach- dod. tł] – sympatyczny występ.

Niemiecka drużyna wylatuje we wtorek do Moskwy. W niedzielę czeka na nich pierwszy pojedynek fazy grupowej przeciwko Meksykowi. Joachim Löw zdaje sobie sprawę z ciężaru zadania spoczywającego na obrońcach tytułu w Rosji. „Musi wszystko po prostu pasować”, mówi trener w wywiadzie dla Niemieckiej Agencji Prasowej, mając na myśli powtórzenie triumfu na Mistrzostwach Świata i przestrzega: „Skoro popełniamy tyle małych błędów, jesteśmy jedynie przeciętną drużyną.”

Zainteresowanie reprezentacją narodową ponownie wzrasta – najwidoczniej coraz bardziej. Przez okres pięciu tygodni członkowie tej ekipy wydają się być najważniejszymi ludźmi w Niemczech. Jak sobie z tym radzą?

J.L.: „Są jeszcze o wiele ważniejsze pozycje i ludzie niż ja. Umiem to właściwie ocenić. Ale wiem, co mają na myśli: na każdym turnieju nasza drużyna znajduje się w specjalnym centrum uwagi. Ma się odczucie, że cały naród zbiera się razem i chce cieszyć przy drużynie. To jest coś pięknego i podkreśla specjalne uznanie wobec reprezentacji narodowej. Ja jako trener cieszę się, kiedy mam całą kadrę tak długo i mogę z nimi pracować. Kontakty stają się ściślejsze. Rozmawia się więcej, wzrasta się razem. Praca z grupą jest dla mnie inspirująca.

Nie odczuwa pan wcale presji?

W trakcie turnieju nie odczuwam tej presji tak bardzo z zewnątrz. Sprawia mi to przyjemność, nie ma nic piękniejszego, niż mistrzostwa świata i mecze fazy pucharowej, gdzie się odpada albo przechodzi dalej. Wtedy jestem na tyle rozluźniony, na ile jakoś się da. Cieszy mnie rywalizacja. Czuję wtedy ładunek energii. Napięcie odchodzi dopiero w następnych tygodniach.

Jedzie pan właśnie na szósty turniej jako trener reprezentacji, włączając w to Puchar Konfederacji na siódmy. Czy pomimo to, są jeszcze jakieś nowe aspekty, coś pana jeszcze zdziwi?

Cały czas. Czego nauczyłem się przez turnieje: są sytuacje, których się wcześniej nie przewidzi. Trzeba być nastawionym na wszystkie ewentualności i reagować elastycznie, na podstawie doświadczenia, intuicyjnie. Nie tracimy nigdy naszego motywu przewodniego, ale w niektórych sytuacjach są rozważane inne treści.

Czy twardy plan mistrzowski jest także zapisany?

Zajmujemy się wieloma rzeczami: przeciwnikiem, zawartością treningu, celami, do których musimy dążyć, na jakie drobiazgi musimy zwrócić uwagę – diabeł tkwi w szczegółach. Mamy jasny plan, ale zdarza się, że trzeba też na krótką chwilę odbiec od swoich pomysłów, jeśli jest to konieczne. Tego się nauczyłem w przeciągu lat.

Czy w spotkaniach towarzyskich nie wszystko się jeszcze zgadzało?

Na przykład, w meczy z Austrią spaliliśmy się na wielu drobiazgach, które często źle robiliśmy. Kiedy popełniamy tyle małych błędów, jesteśmy jedynie przeciętną drużyną mogącą przegrać nawet z Austrią. Jeśli jednak pewne rzeczy zrealizujemy w szczegółowo, wtedy stajemy się jednym z czołowych faworytów. Mamy swoje mocne strony i jesteśmy ekstremalnie niewygodni dla każdego przeciwnika.

Jakie jest zatem niebezpieczeństwo, że taka gra, jak przeciwko Austrii, może zdarzyć się także na MŚ?

Takie coś może się zawsze zdarzyć. Musimy się tym przejąć, iż zależy to w pierwszej linii od nas. Zależy to od tego, jak zastosujemy [różne – przyp. tł.] rzeczy. Przeciwnicy będą kłaść na szali całkiem inne jakości – dużą motywację, walkę. Dlatego w każdym meczu koncentracja musi być wysoka – od samego początku należy być czujnym i dochodzić do granic swoich możliwości wyczynowych. Im dłużej trwa turniej, tym przeciwnicy są coraz bardziej podobni do siebie pod względem jakości. Wtedy decydują ponownie szczegóły, także trochę szczęścia, czasami sędzia lub gorsza forma w danym dniu. Jest wiele czynników. Mówiąc inaczej: wszystko musi po prostu pasować.

Jak pomaga panu przy tym pańska rutyna? Czy istnieje jakieś niebezpieczeństwo tej rutyny?

Nie, takiego ryzyka nie widzę. Nie ma u nas rutyny, istnieje za to doświadczenie. Próbujemy to, co robimy od lat, mieszać z nowymi wpływami. Jestem przekonany o swojej idei. Pasuje dobrze do naszej drużyny oraz typów piłkarzy. Ma miejsce ciągły rozwój. Jestem przekonany o klasie naszego zespołu. Gdy to zastosujemy, jesteśmy niewygodni.

Mistrzowie świata z 2014 r.: Neuer, Hummels, Boateng i Kross muszą także udać się do Rosji. Czy mogą stać się jeszcze lepsi?

Dlaczego nie? Wiedziałem, że niektórzy piłkarza, jak Toni Kross, Mats Hummels, Jérôme Boateng, Thomas Müller, Sami Khedira, Mesut Özil oraz inni mają możliwość, także po zdobyciu tytułu mistrzowskiego w 2014 r., dalej się rozwijać. To jasne, że oni stanowią rusztowanie, a młodzi zawodnicy potrzebują takiego rusztowania. Podczas Pucharu Konfederacji prowadziliśmy z młodymi piłkarzami inny sposób gry. Ten szkielet jest jednak zawsze bardzo ważny, ponieważ ci gracze są zorientowani na i żądają najwyższych osiągnięć.

Dochodzą nowi gracze z nowego pokolenia ajk Joshua Kimmich, Leon Goretzka lub Timo Werner. Do jakiego stopnia musi pan jako trener zanurzyć się w to pokolenie, zrozumieć ich?

Naturalnie, jest łatwiej z piłkarzami z którymi pracuje się dłuższy czas. Wypływają z nimi czasami rozmowy na inne tematy. Oni mają rodzinę, dzieci, przeżyli więcej w życiu, więcej doświadczyli. Ale to nie jest koniecznie moje główne zadanie, towarzyszyć zawodnikom w każdym położeniu życiowym. Oczywiście, chcę wiedzieć, jak chodzi dany gracz, jakie ma nastawienie, lecz zasadniczo chodzi mi w pierwszej linii o to, żeby go podciągnąć sportowo.

Jakiego odkryci można dokonać w pańskiej drużynie?

Ta możliwość istnieje w przypadku każdego młodego piłkarza, którego mamy przy sobie. Leon Goretzka pokazał podczas Pucharu Konfederacji, że jest dokładnie w gotowości. Timo Werner i Julian Brandt posiadają wspaniałe umiejętności. Jo Kimmich to piłkarz, który już zaszedł daleko. Ale także ci trochę starsi, jak Marco Reus lub Ilkay Gündogan długo nieobecni w kadrze, mogą odegrać wielką rolę.

Inne reprezentacje mają supergwiazdy jak Neymar, Messi lub Ronaldo, a Niemcy nie. Czy to wada?

Nie, niekoniecznie. Żyjemy jeden dla drugiego, wychodząc z koncepcji sportowej, z naszego nastawienia, ducha drużyny [niem. Teamgeist]. Udowodniliśmy to w 2014. Każdy w zespole cieszył się szacunkiem, postawy egoistyczne nie były nadmiernie kształtowane.

Zdobył pan już doświadczenie w Rosji. Jakie szczegóły pomagają, poradzić sobie z sytuacją, z innymi warunkami.

Nieważne, jaką sytuację tam napotkamy: podróże, ruch uliczny, codzienne życie – nie wolno nam się przez to zdekoncentrować. Nie ma żadnych lamentów, żadnych wymówek. To wszystko prowadzi wyłącznie do utraty energii. Nie chcę żadnych porównań między Campo Bahia (główna kwatera w 2014 r. w Brazylii) a Moskwą. To są inne założenia, inne uwarunkowania. Będziemy przyjmować tę sytuację zawsze taką, jaka jest.

Jak traktuje pan temat: „Rosja” poza wymiarem boiskowym ?

Chcemy być otwartym, komunikatywnym zespołem, to stanowi dla nas wartość. Chcemy zachowywać się sympatycznie wobec ludzi.

Czy nauczył się już pan kilku słów po rosyjsku, aby móc zamówić pana ulubione Espresso?

Nie, tego jeszcze nie potrafię. To, czego doświadczyłem w trakcie Pucharu Konfederacji: rosyjska dusza, rosyjskie społeczeństwo jest bardzo przyjaźnie nastawione do Niemców. Uważam to w obliczu historycznych trudności za zasługujące na uwagę, że Rosjanie zdawali się nie mieć wobec nas żadnych zastrzeżeń, ale postępowali w stosunku do nas w sposób otwarty i przyjazny. To jest ta płaszczyzna, na której powinniśmy się poruszać: wychodzić do ludzi. I prezentować drużynę jako tę, która chętnie tam przebywa.

Autor: 
Dominik Nowicki
Źródło: 

Stern.de

Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Potwierdź, że nie jesteś robotem:

Reklama