Najważniejsze chwile Chorwacji – początek nowej jazdy kolejką górską

Reklama

Po ponownym pokazie siły w meczu przeciwko Anglii Chorwacja po raz pierwszy znajdzie się w finale mistrzostw świata. Jak to uporządkować? Jakie są silne strony tej drużyny? I czy ten sukces może utrzymać się dłużej?

Teraz można przytoczyć: dwa razy pod rząd konkurs rzutów karnych, w trzecim spotkaniu prawie otarli się o nie. Nie ma w tym fałszu, ale byłaby to nieodpowiednia ocena finalisty mistrzostw świata – Chorwacji. Dyscyplina, kolektyw (tak czy inaczej, kluczowa cecha tego mundialu), duch walki, siła mentalna, wszystko bardzo dobrze ukształtowane, jednoczy tę drużynę. Wszystkie trzy mecze grupowe zostały wygrane, w spotkaniach fazy play-off nadganiali wynik, ale w sukurs przychodzi tempo (Perisič lub Rakitič) oraz nadzwyczajne umiejętności techniczne dzięki Rakiticiowi i, przede wszystkim, Modriciowi, który może wkrótce przełamać dekadę piłkarzy o randze światowej – Messiego i Ronaldo.

Długa dekada obu futbolistów była także czasem ciągłego podnoszenia się wahającej się pomiędzy wielkimi oczekiwaniami i jeszcze większymi rozczarowaniami Chorwacji oraz ostatecznego uczenia się z porażek, zadanej teraz Anglii.

Gorzkie porażki jako siła napędowa i szkoła życia

Podczas mistrzostw Europy w 2012 roku ta Chorwacja, już wtedy z wyróżniającym się Luka Modriciem, traktowana jako cichy faworyt, musiała stanąć, w bezpośrednim pojedynku tuż przed odpadnięciem z obrońcą tytułu Hiszpanią, twarzą w twarz z widmem przegranego, który wraca przedwcześnie do domu.

Nawet w 2008 roku zespół chorwacki, także wówczas z Modriciem i Rakiticiem wygrał z Niemcami, zanim odpadł po serii rzutów karnych przeciwko Turcji. Decydujący błąd podczas gry i źle wykonany strzał z 11 metrów były udziałem 20-letniego wtedy Rakiticia, który później określił to jako szkołę życia i siłę napędową do gry w piłkę.

Oczywiście, na przestrzeni lat, piłkarze skupieni wokół tego czołowego duetu zmieniali się. Fakt ciągłego zakwalifikowywania się, poza mistrzostwami w 2010 roku, do rundy finałowej przemawia za dużymi rezerwami talentów – w drugim co do wielkości po Holandii kraju, który zdołał dotrzeć do finału mistrzostw świata. A spoglądając na liczbę zaludnienia – tylko Urugwaj, czempion z 1930 i 1950 roku mają mniej mieszkańców.

Dla dwóch, trzech czołowych graczy nie ma nawet zastępców

Także ten mistrz świata z zamierzchłych czasów ponownie ożywa w ostatnim dziesięcioleciu, dzięki dobrej pracy z narybkiem piłkarskim. Niewyobrażalne,
co Chorwacja mogłaby osiągnąć przy jeszcze bardziej planowym wsparciu młodzieży, teraz może przyczynić się do tego obecny sukces oraz idące w parze
z nim premie. Lecz i tu i tam od dziesięciolecia nie ma prawie żadnego zastępstwa dla dwóch lub trzech piłkarzy.

A jeśli nawet, czy w obliczu ciągle bardziej zaciekłej konkurencji, byłoby zagwarantowane trwałe miejsce w światowej czołówce? Ważny moment w historii mógłby w ten sposób jednocześnie uruchomić nową jazdę kolejką górską. Zachowanie stanu posiadania staje się coraz trudniejsze, domniemani faworyci różnych opcji są dawno w domu. A to wyraźnie, a to nieszczęśliwie ponieśli porażkę w starciach z rywalami, którzy jednak nieustannie mieli do wykazania uzasadnione argumenty do zwycięstwa. I to nawet, jeśli chodziłoby tylko o tak archaiczne, jak większa siła fizyczna i lepsza organizacja.

Autor: 
Tłum. Dominik Nowicki
Źródło: 

Kicker.de

Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Potwierdź, że nie jesteś robotem:

Reklama