Mundial 2018. "Polonezem" do Moskwy

Reklama

czw., 06/14/2018 - 13:02 -- koscielniakk

W pierwszych dniach mundialu wszystkie drogi prowadzą do Moskwy. To na Łużnikach meczem Rosja - Arabia Saudyjska rozpoczną się oficjalnie piłkarskie mistrzostwa świata, to na stadionie Spartaka swój pierwszy grupowy mecz rozegra reprezentacja Polski. Jest wiele sposobów, by w czerwcu dostać się do stolicy Rosji. Przecierając szlaki kibicom "Biało-Czerwonych", sprawdziłem na własnej skórze wariant ekonomiczno-przygodowy i zamiast samolotu, czy samochodu, wybrałem kolej!

Mundial sam w sobie jest wielką przygodą, ale pamiętajcie, że nie wolno lekceważyć logistyki i najpierw trzeba się do Rosji dostać! Z pozoru w wariancie ekonomicznym wszystko wydaje się proste: kupujemy bilet na wagon sypialny, rozkładamy leżankę i rano budzimy się na mistrzostwach. Jednak to wszystko aż takie łatwe nie jest. Oto garść informacji dla kibiców, którzy piłkarskie emocje rozpoczną od "Poloneza".

- "Polonez" to pociąg relacji Warszawa - Moskwa. Bilet normalny w kuszetce trzyosobowej to koszt 470 złotych. Jeśli chcemy mieć ciut więcej prywatności, za dwuosobową zapłacimy nieco ponad 600 PLN. Według rozkładu jazdy na pokonanie swojej trasy potrzebuje około 20 godzin.

- Wagony są nowoczesne, mają nawet klimatyzację. Posiadają dwie ubikacje, w tym jedną wyposażoną w prysznic. Każdy przedział zamykany jest na kartę magnetyczną, pościel jest świeża, w komplecie są również ręczniki. Co ciekawe, przy oknie pod blatem stolika kryje się... umywalka.

- W pociągu nie ma Wi-Fi. W każdym przedziale są gniazdka elektryczne 230 V, lecz obsługa czasowo je wyłącza. Nie nastawiajcie się na wagon restauracyjny. Z rozmów z pasażerami "Poloneza" dowiedziałem się, że czasem jest, ale przeważnie go nie ma. Co prawda o 5:40 rano konduktorka wparowała do przedziału z minipakietem śniadaniowym składającym się z rogalika, kawy i herbaty (kubek w gustownym koszyczku wypożycza się nieodpłatnie), ale własna wałówka jest więcej niż rekomendowana...

- Choć pamiętać trzeba o zakazie wwożenia nabiału i mięsa na Białoruś. Celnik-służbista może nas ukarać mandatem, jeśli nie spodobają mu się polskie bułki z serem i szynką. Ja trafiłem na pobłażliwą zmianę i kontrabanda nie niepokojona przez nikogo przekroczyła granicę. Jeśli macie szczęście, ktoś z obsługi sprzeda wam wodę mineralną, czy drobne przekąski. Menu w języku rosyjskim i ceny w rublach.

- Pamiętajcie, że Białoruś nie jest najłatwiejszym krajem tranzytowym. Kontrole potrafią być dość szczegółowe, a widok podróżnych opuszczających pociąg na stacji w Brześciu z powodu drobnych niedopatrzeń nie jest niczym niecodziennym. Polacy podróżujący przez terytorium tego kraju powinni mieć wizę i wykupione ubezpieczenie podróżne. W trakcie mistrzostw wizę zastąpić może również tzw. Fan ID, czyli identyfikator, który wyrobimy na stronie FIFA, podając numer biletu na mecz. Na każdy bilet przysługują nam dwa takie identyfikatory. 

- Lepiej przygotować się do tej procedury wcześniej, identyfikator wydrukować i okazać na wezwanie. W rzeczywistości jednak wystarcza również wersja elektroniczna, którą otrzymujemy w formacie PDF mailem i SMS-em. Raczej nie radziłbym tego lekceważyć - moje dane Białorusini sprawdzali telefonicznie, weryfikując je w bazie danych FIFA.

- Co, jeśli jednak zapomnimy o wizie tranzytowej, nie wyrobimy na czas Fan ID albo... nie spodobamy się celnikom? Tu nie mam dobrych wieści. Mundial nie jest żadną okolicznością łagodzącą i kibice, czy dziennikarze traktowani są bez taryfy ulgowej. W najlepszym wypadku skończy się na pogrożeniu palcem, w nieco gorszym, trzeba będzie opuścić pociąg do wyjaśnienia, bądź nawet zawrócić!

- W sąsiednim przedziale "Poloneza" podróżowało czterech kibiców. Dwaj z Kolumbii, dwaj z Argentyny. Na końcowej stacji Moskwa Białoruska wysiadł tylko jeden z nich. Kolumbijczycy "odpadli" w Brześciu. Rzekomo wyprowadzono ich na przeszukanie, bo byli podejrzani o posiadanie... narkotyków. Jeden z Argentyńczyków zaś opuścił pociąg w asyście rosyjskich żołnierzy w Smoleńsku, gdyż okazało się, że podróżuje bez wspomnianego Fan ID (choć wcześniej przymknięto na to oko na granicy polsko-białoruskiej).

- Z pewnością nie pierwszy i nie ostatni raz lekko przetrzebiony "Polonez" dociera na stację końcową. Gdy widzimy charakterystyczne zielone fasady zabytkowego dworca, jesteśmy właściwie w domu. To znaczy u Matki Rosji. Moskwa stoi otworem, wolontariusze wskażą drogę, a sympatyczny kolega obok sklepu z cukierkami sprzeda kartę SIM z dużym limitem internetu. Aha - nie zapomnijcie karty imigracyjnej, którą otrzymacie od celników. Bez tego nie zarejestrujecie numeru.

Wbrew pozorom dwadzieścia godzin w pociągu wcale nie okazuje się być taką męczarnią. Ta podróż może być całkiem przyjemna, o ile nie wrzucicie za szybko na luz i zawczasu dopełnicie koniecznych formalności. Zatem przybywajcie kibicować "Biało-Czerwonym". Do zobaczenia na stadionach Rosji!

Autor: 
Rafał Walerowski
Źródło: 

Interia

Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Potwierdź, że nie jesteś robotem:

Reklama