Legia Warszawa - Lechia Gdańsk w 37. kolejce Ekstraklasy

Takiego finiszu ligi nie było od lat! W grze o mistrzostwo Polski zostały cztery zespoły, a kluczowe jest spotkanie w Warszawie. Legia będzie pewna obrony tytułu, jeśli pokona Lechię. Zadanie do łatwych jednak nie należy, bo gdańszczanie w "grupie mistrzowskiej" nie stracili jeszcze bramki. Ostatnia kolejka Ekstraklasy w niedzielę o godz. 18.

- W ostatnich tygodniach udowodniliśmy, że jesteśmy zespołem. Takim, który dorósł do wielkich rzeczy. I w ostatnim spotkaniu chcemy się za to nagrodzić, a nie ma lepszej nagrody niż podniesienie pucharu za zdobycie mistrzostwa. To nigdy się nie nudzi - podgrzewa atmosferę Piotr Nowak, trener Lechii.

- Na ten mecz przyjdę o kulach, później wyjdę na autobus i będę się cieszył z tytułu na Starówce - odbija piłeczkę Michał Kucharczyk, kontuzjowany pomocnik Legii na oficjalnej stronie klubu.

Kto będzie górą? Dowiemy się w niedzielę ok. 19:50. A może kilka minut później, jak przed 20 laty...

Już szykowali miejsce pod trofeum

Jest 1997 rok. W warszawskiej FSO rozpoczęto produkcję Poloneza Caro Plus, w telewizji debiutował program "Jaka to melodia?", a Garri Kasparow przegrał szachowy pojedynek z superkomputerem Deep Blue.

Ten rok przeszedł też do historii polskiej Ekstraklasy dzięki finiszowi rozgrywek. Decydująca był przedostatnia kolejka i mecz między Legią a Widzewem. W 88. minucie gospodarze prowadzili 2-0 i w klubowej gablocie już przygotowywali miejsce na mistrzowskie trofeum. Ale dla Widzewa zabawa dopiero się zaczynała. Najpierw trafił Sławomir Majak, dwie minuty później Dariusz Gęsior, a do rozpaczy warszawskich kibiców doprowadził Andrij Michalczuk. Widzew wygrał 3-2 i był pewny tytułu.

- Zdarza mi się wspominać tamto spotkanie, w końcu przeszło do historii. Prowadziliśmy 2-0, ale chyba zapomnieliśmy, że gramy z Widzewem, który miał świetnych piłkarzy, doświadczenie z Ligi Mistrzów i wysoki budżet... Nie wiem, czy kiedykolwiek powtórzy się taki finisz rozgrywek - wspomina w rozmowie z Interią Sylwester Czereszewski, pomocnik Legii.

Jak szeroko otworzyć wrota

W tym sezonie wydarzyło się jednak wiele, by zakończenie należało do równie pasjonujących. Kandydatów do trofeum jest aż czterech, do tego wszyscy zmierzą się w bezpośrednich pojedynkach - lider Legia Warszawa (43 punkty) podejmuje czwartą Lechię Gdańsk, z kolei wicelider Jagiellonia Białystok gości trzeciego Lecha Poznań (te trzy zespoły mają po 41 punktów).

Sprawa jest prosta - jeśli wygra Legia, Warszawę czeka nieprzespana noc. Z kolei remis otwiera wrota Jagiellonii, która w razie wygranej z Lechem sięgnie po trofeum dzięki wyższej pozycji po sezonie zasadniczym. Za to porażka Legii sprawia, że w grze o tytuł będą wszyscy, oprócz aktualnych mistrzów Polski.

- Dla mnie faworytem są warszawianie. Ostatnie trzy mecze zagrali świetnie [wygrane z Lechem i Koroną, remis z Jagiellonią]. Walczyli z nie byle kim i nie stracili bramki, a nawet nie dopuścili przeciwników do okazji. Legia ma teraz profesjonalny zespół, wiedzą o co grają - uważa Czereszewski.

Były pomocnik mistrzów Polski przestrzega jednak przed lekceważeniem rywali. Poza tym w Warszawie doskonale pamiętają 2012 r. i porażkę właśnie z Lechią, która odebrała Legii szanse na tytuł.

- Teraz Legia też nie ma się co łudzić, że Lechia się położy. Walczą o mistrzostwo, a przynajmniej o trzecie miejsce. Nie można lekceważyć nikogo, ale ostatnio Legia ostatnio wygląda najsolidniej - uważa Czereszewski.

Z takim postawieniem sprawy zapewne nie zgodziłby się trener Nowak.

- Legia umie grać pod presją i o dużą stawkę, ale my mamy swój plan. Włożyliśmy w cały sezon dużo wysiłku i chcemy się za to wszystko móc nagrodzić. W szatni nie ma jednak "nakręcania się", nie ma spekulowania, jest tylko koncentracja na pracy. W ostatnich spotkaniach pokazaliśmy, że znaleźliśmy właściwy bilans między piłką nastawioną tylko na ofensywą a tą skupiającą się na defensywie - zaznacza szkoleniowiec Lechii.

Co z Ligą Mistrzów?

Pierwsze miejsce w tabeli daje nie tylko tytuł najlepszej drużyny w kraju, ale także prawo walki o Ligę Mistrzów. Legia w poprzednim sezonie w końcu przełamała fatalną passę polskich zespołów i po 20 latach znów mieliśmy reprezentanta w piłkarskiej elicie.

- Dlatego najlepiej, by teraz mistrzem znów została Legia. Ma najmocniejszy skład, choć brakuje jej klasowego napastnika. O, na przykład po meczu z Lechią w Warszawie mógłby zostać już Marco Paixao. Ten by się Legii przydał - jest bramkostrzelny, potrafi uderzyć z prawej i lewej nogi. Na razie w Legii strzelanie goli rozkłada się na cały zespół, ale bez klasowego napastnika ta drużyna daleko nie zajedzie - kończy Czereszewski.

Wszystkie spotkania "grupy mistrzowskiej" w niedzielę o godz. 18. Relacje na żywo w Interii.

Autor: 
Piotr Jawor
Źródło: 

Interia

Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Potwierdź, że nie jesteś robotem: