Kilkaset tysięcy złotych "na tacy". Biznesmen chce ratować Wisłę

Reklama

wt., 01/08/2019 - 22:22 -- koscielniakk

Jarosław Królewski, prezes firmy Synerise, dołączył do ratującej Wisłę Kraków ekipy Bogusława Leśnodorskiego. Już "załatwił" kilkaset tysięcy złotych.

Tuż po rozmowie z Onetem Jarosław Królewski wysłał SMS-a. "Proszę traktować mnie jako dobrego ducha, ale nie robić ze mnie gwiazdy. Lubię wyzwania i projekty, które są społecznie istotne. Ten dla mnie jest". To właśnie on w piątek zainicjował akcję "50 tysięcy dla Wisły Kraków" i - jak sam przyznaje - puka z tacą do przedsiębiorców. Spacer od drzwi do drzwi okazał się bardzo konstruktywny, bo przyniósł już 300 tysięcy złotych na najpilniejsze potrzeby klubu. To kropla w morzu potrzeb, ale pokazująca, że ludzie chcą walczyć, by na Reymonta nie trzeba było gasić światła.

 

65 procent szans

- Gdybym miał na tę chwilę ocenić, jaka jest szansa na to, że Wisła dokończy sezon w Ekstraklasie, utrzyma się i zagra w kolejnym, dałbym 65 procent - mówi.

Sam nie zainwestuje w Wisłę, choć część kibiców liczyła na to. - Moją rolą jest zbiórka pieniędzy oraz poszukiwania inwestorów strategicznych dla Wisły, z mojego kręgu. Osobiście na tym etapie ani ja, ani moja spółka, nie jesteśmy w stanie zainwestować tak ogromnej kwoty. Natomiast mamy coś, o czym ludzie bardzo rzadko myślą: kapitał intelektualny i społeczność ludzi ideowych. Mamy jeden rewolucyjny pomysł w zanadrzu - mówi tajemniczo. Jaki? Na razie nie chce zdradzać.

Sama zbiórka przebiega zaskakująco dobrze i w ciągu właściwie chwili przyniosła dochód zbliżony do zysku z rekordowego dnia meczowego z Lechem Poznań.

- Zbiórkę zaczęliśmy w piątek, a w świecie biznesu weekend właściwie nie istnieje. Poniedziałek był więc właściwie pierwszym dniem tej akcji i - z deklaracji, które otrzymałem i za które byłbym w stanie "oddać nerkę" - mogę zagwarantować, że na konto wpłynie przynajmniej 300 tys. zł. Zależałoby nam na tym, by pieniądze zostały wydane na rzeczy najważniejsze dla klubu. Nie chciałbym ich wskazywać, bo nie czuję się na tyle kompetentny, natomiast jestem pewien, że obecny prezes Wisły skieruje te środki dokładnie tam, gdzie jest największa potrzeba - przekonuje biznesmen.

Koledzy z boiska

Królewski ufa Rafałowi Wisłockiemu, bo obaj znają się z boiska. Razem kilkanaście lat temu grali w Gliniku Gorlice, a z akcją "50 tysięcy dla Wisły" wystartował niemal równocześnie z nominacją kolegi na stanowisko prezesa Białej Gwiazdy. Mimo że z Wisły pieniądze w ostatnich latach wypływały strumieniami, nie czuje, by podejmował ryzyko.

- Ustaliliśmy, w jaki sposób moja zbiórka ma być chroniona. Zapadła decyzja, że pieniądze trafią na rachunek Stowarzyszenia Socios, do którego dostęp będzie miało wąskie grono uprawnionych osób, także nie ma technicznej możliwości, by pieniądze zostały wydane na coś, o czym my nie będziemy wiedzieć i o czym nie będziemy decydować - mówi. - Będziemy raportować o stanie konta od środy. Staram się mądrze inwestować swoje aktywa, a moich przyjaciół w szczególności. Będę miał dostęp do konta, na które trafią pieniądze, więc nie mam obaw, że zostaną wykorzystane w sposób nieodpowiedni. Tym bardziej, że Wisła coraz szybciej oczyszcza się z osób, których nigdy nie powinno przy niej być, ze spraw, które nie powinny jej dotyczyć.

Jarosław Królewski stał się na tyle ważnym elementem odbudowy Wisły Kraków, że Bogusław Leśnodorski widzi się z nim ostatnio codziennie. Spotkania są "konstruktywne i ambitne intelektualnie", a ratownicy Wisły szukają rozwiązań niekonwencjonalnych. - Najważniejsze, że mamy wspólną wizję tego, co można zrobić. Ale jednocześnie chciałbym podkreślić, że ja - podobnie jak pan Leśnodorski - nie szukam tu żadnej inwestycji w kontekście zarobkowym i nie mam żadnych ukrytych celów, a chcę po prostu pomóc. Nie jest to żaden marketing z mojej strony, rynek polski dla mnie i mojej firmy nie jest rynkiem priorytetowym - zaznacza.

 

Patologia ma się dobrze 

Królewski kończy rozmowę: - Współczuję wszystkim ludziom, którzy są z Wisłą. To klub, który ma wspaniałą historię, więc mam nadzieję, że przeżyje także ostatnie dwa lata rządów. Przykre jest to, że dziś w mediach musimy czytać o rzeczach, które są kompletnie nieistotne. Jest jakiś limit z tą telenowelą o niepoważnych i nieprofesjonalnych na każdej płaszczyźnie panach. Trzeba wreszcie powiedzieć "dość". Ludzie na odpowiednim poziomie nie powinni poświęcać takim głupotom zbyt dużo czasu.

- To, że dało się przyzwolenie na tę patologię, do której dochodziło w Wiśle, pokazuje, że kontrola społeczna, również ta normatywna w Polsce jest na słabym poziomie. Wiele osób wiedziało. Bierność sprawiła, że dziś mamy bardzo mało czasu. Wtorkowa akcja prokuratury to jedna z lepszych rzeczy, która stała się w ostatnich dniach.

 

Autor: 
Przemysław Langer
Źródło: 

Onet

Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Potwierdź, że nie jesteś robotem:

Reklama