Islandzki "baby boom" dziewięć miesięcy po pokonaniu Anglii

Była to jedna z najpiękniejszych historii podczas zeszłorocznych mistrzostw Europy. 27 czerwca Islandia pokonała 2:1 Anglię w 1/8 finału i sukces świętowano na całego. Najwidoczniej tej nocy stworzono praktycznie nowe pokolenie Islandczyków, bowiem jak informują tamtejsze szpitale, 9 miesięcy od pamiętnych wydarzeń w nordyckim kraju odnotowano rekordową liczbę urodzeń.

Po tym, jak na początku marca Barcelona pokonała 6:1 Paris Saint-Germain i w niewiarygodnych okolicznościach awansowała do ćwierćfinału Ligi Mistrzów, obrońca Katalończyków Gerard Pique mówił - zapewne pół żartem, pół serio - aby barcelońskie szpitale zatrudniły więcej położnych, gdyż po meczu z PSG w mieście Gaudiego uprawiać miano bardzo dużo miłości.

Słowa defensora Blaugrany zostały oczywiście potraktowane z przymrużeniem oka, lecz okazuje się, że wzrost pozytywnych emocji związanych z piłką nożną może mieć rzeczywisty wpływ na nasilenie się także innych przyjemności, które z czasem skutkują nawet demograficznym wzrostem. Tak jak miało to miejsce w przypadku liczącego ponad 330 tysięcy mieszkańców kraju położonego na północy Europy.

Islandczycy po pokonaniu Anglii świętowali tak hucznie, że w nocy tej spłodzono wielu nowych obywateli. Rekordowa liczba noworodków przyszła na świat w weekend 25-26 marca, wypadający właśnie równe dziewięć miesięcy po meczu w Nicei, w którym piłkarze Larsa Lagerbaecka zszokowali Anglików i cały piłkarski świat.

- Tu nie ma żadnego przypadku. Nasi rodacy zwycięstwo świętowali w długi i zwariowany sposób. Dyżur w naszym szpitalu w ostatni weekend był niewiarygodny. Nigdy w historii nie użyliśmy jeszcze tylu znieczuleń porodowych - zdradził w rozmowie z dziennikiem "Visir" jeden z lekarzy uniwersyteckiego szpitala Landspitali w Reykjaviku.

Wszyscy bezstronni kibice nie mogli nie odczuwać wielkiej sympatii względem walecznych Wikingów, którzy zdobyli w poprzednim roku francuskie boiska. To właśnie na mecz z Anglią przypada jedna z najbardziej pamiętnych chwil francuskiego Euro, czyli wspólne świętowanie i oklaskiwanie zwycięstwa przez kibiców i piłkarzy. Słowem - fantastyczny "Thunderclap", którym Islandczycy w pewien sposób nawiązywali do dawnego wojennego rytuału wikingów. Jak widać "Thunderclap" bardzo płynnie z boiska został przeniesiony do sypialni.

Autor: 
----------------------
Źródło: 

eurosport.onet.pl

Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Potwierdź, że nie jesteś robotem: