BONIEK: ZROBILIŚMY WSZYSTKO, ŻEBY BYŁO DOBRZE

Reklama

pt., 06/15/2018 - 14:57 -- koscielniakk

Chcemy tu być co najmniej trzy tygodnie – twierdzi prezes PZPN. On zrobił swoje, teraz czas na piłkarzy. 

 

 

  • Prezes PZPN Zbigniew Boniek opowiedział nam o przygotowaniach i oczekiwaniach przed mundialem w Rosji
  • Musimy zrobić niespodziankę, bo nikt tu specjalnie na nas nie liczy. Bukmacherzy mają innych faworytów – twierdzi Boniek
  • Prezes PZPN odniósł się także do afery w kadrze Hiszpanii z trenerem Julenem Lopeteguim. – Zwolniłbym go w pięć minut. Chodzi o to, w jaki sposób wszystko się odbyło – zapewnia

Był pan jako piłkarz na trzech mundialach. Co powiedzieć tym młodym chłopakom, którzy za kilka dni wyjdą na mecz z Senegalem? 

Zbigniew Boniek: Każdy turniej jest inny. Nie ma sensu żyć przeszłością. Wystarczy ją mieć zakodowaną w głowie. Mówi się, że dla niektórych to może być ostatni mundial i jedyna taka szansa, ale nie patrzmy na to w ten sposób. Nigdy nie jest łatwo znaleźć się w tak ekskluzywnym gronie. Dla każdego piłkarza to duże wydarzenie. Na koniec kariery patrzysz w gablotę, która rozlicza cię z sukcesów. Stan konta to indywidualna sprawa każdego człowieka, ale w piłkę gra się po to, żeby mieć satysfakcję i po latach czymś się pochwalić. Mistrzostwa świata są taką okazją, żeby na starość usiąść i powspominać. Oczywiście mierzymy siły na zamiary. Nikt nie wymaga, aby ci chłopcy przywieźli z Rosji medal. Chociaż różne rzeczy się w życiu widziało... Jesteśmy tu po to, aby grać w piłkę, dobrze się zaprezentować, a co z tego wyjdzie? Zobaczymy.

Na pierwszej konferencji prasowej w Soczi stał pan z tyłu i się przysłuchiwał. Za stołem pana druh z boiska, Adam Nawałka, i generacja świetnych piłkarzy – Robert Lewandowski i Łukasz Piszczek.

Człowiek cieszy się w środku. Dla mnie i dla Adama historia zatacza koło. Czuję satysfakcję, że dociągnęliśmy wózek do tego miejsca nie tylko jako piłkarze, ale też w dwóch zupełnie innych rolach. Na mistrzostwa przyjechała grupa ludzi, która coś w piłce osiągnęła i teraz zrobiliśmy wszystko, aby ci piłkarze czuli pełen komfort. Po ich zachowaniu i twarzach widzę, że są zadowoleni. Pod względem logistyki, organizacji i przygotowania ich praca przebiega w sposób profesjonalny i efektywny. Jesteśmy gotowi, natomiast nie stwarzajmy sobie presji: co będzie dobre, a co będzie złe. Zawodnicy doskonale wiedzą, jaki cel został przed nimi postawiony. Chcemy wyjść z grupy, żeby być usatysfakcjonowanym. Chcemy tu być co najmniej trzy tygodnie.

Historia polskiej piłki pisana jest mundialami.

W mistrzostwach Europy nie mieliśmy do tej pory wielkiego szczęścia, aczkolwiek we Francji znakomicie się pokazaliśmy. Brakowało trochę uśmiechu losu, bo z nim na pokładzie mogliśmy dojść do finału. Mundial to inna historia, inna skala trudności. Kto nie kocha mistrzostw świata? Jako naród zbieramy się wszyscy w tym wyjątkowym momencie. Nic nas nie dzieli. Jesteśmy razem. Gra reprezentacja i ulice są puste. Jak w momencie, gdy Kamil Stoch skacze po olimpijskie złoto. Polacy kochają sport. Lubimy jak coś się dzieje, zwłaszcza jak rodak robi coś wielkiego. Co prawda skala trudności w futbolu jest inna niż w innych dyscyplinach, ale musimy sobie z tym radzić.

Dwa lata temu piłkarze jechali do La Baule niepewni. Pomni ostatnich kilku nieudanych turniejów. Teraz jest inaczej?

Pewność siebie jest dobra. Bufonada nie. Lubimy mieć szczyptę niepewności zmieszaną z krwią. Żołądki przyklejone do skóry. Jak się trochę boimy, to jesteśmy ostrożniejsi, lepiej przygotowani. W naszej mentalności lepiej startować z drugiego rzędu i robić niespodzianki niż jechać jako pewniak do spełnienia zadania. W Rosji jest podobnie. Musimy zrobić niespodziankę, bo nikt tu specjalnie na nas nie liczy. Bukmacherzy mają innych faworytów. Natomiast chciałbym, aby wszyscy się tutaj z nami liczyli.

Robert Lewandowski mówi, że mamy teraz kibica bardziej inteligentnego. Balon nie jest napompowany jak kiedyś. „Jedziemy po medal” odbierane jest dziś jako żart.

Bo dużo mówimy o mundialu. Jest ogromne zainteresowanie mediów, sami robimy kilka ciekawych produkcji. W ten sposób kibic zdobywa informacje, jest wyedukowany. Nikt nie robi deklaracji na wyrost. Mamy w sobie dużo pokory. Napinania klaty z naszej strony na pewno nie będzie. Przyjechały tu 32 drużyny. Każda z takim samym celem. Po pierwszej fazie połowa jedzie do domu. Liczymy, że nie będziemy wśród nich.

 

 

 

Mistrzostwa świata w 2026 roku odbędą się w trzech krajach, udział weźmie aż 48 drużyn. Obłęd?

Nie, inteligentny człowiek musi się do wszystkiego dostosować. Co to zmieni? Przede wszystkim bilans na koncie kilku federacji wciągniętych na pokład. Nie oszukujmy się, pieniądze napędzają dziś cały świat. To ukłon w stronę Afryki, Ameryki Południowej, Oceanii, bo sytuacji w Europie ten rozrost wiele nie zmieni. System ulegnie zmianie. Więcej grup, mniej spotkań, tylko dwa, w pierwszej fazie i bardziej emocjonująca faza pucharowa. Nikt nie będzie przemęczony. Żeby zostać mistrzem świata, wciąż trzeba zagrać siedem meczów. Trudniej będzie statystykom, żeby to wszystko zebrać do kupy i policzyć. Andrzej Gowarzewski może mieć problem. Generalnie jednak zmieni się tyle, że więcej krajów będzie się bawić w turnieju finałowym. Futbolem przez miesiąc będzie żył naprawdę cały świat. Gigantomania może nam się do końca nie podobać, ale szkoda czasu, żeby to godzinami analizować. Trzeba się dostosować.

Mamy teraz lepszą drużynę niż na EURO?

Dwa lata temu mieliśmy krótszą ławkę rezerwowych. Teraz jest więcej jakości. Wszyscy zastanawiamy się, jakim systemem wyjdziemy, a ja mówię, że nie ma to żadnego znaczenia dopóki mamy jakość na boisku. We Francji mogliśmy liczyć na 12-13 piłkarzy, z przodu na Milika i Lewandowskiego, a teraz patrzę i widzę Teodorczyka i Kownackiego w formie. Opcji jest znacznie więcej.

Pokaż mi ławkę rezerwowych, a powiem ci jak jesteś silny.

Kilku młodych, obiecujących zostawiliśmy jeszcze w kraju. Żurkowski, Szymański, Piątek, Frankowski, Michalak, Dawidowicz... Jestem spokojny o przyszłość, jak dalej tak będą pracować.

Kuba Błaszczykowski się odbudował?

Trudno mi oceniać. Wydaje mi się, że wszyscy piłkarze, którzy tu przyjechali, oprócz Kamila Glika, są w bardzo dobrej dyspozycji, gotowi do walki. Teraz piłka jest po stronie trenera, jak dobrać personalia. Sam jestem ciekaw. Wieczorem leżę w łóżku i analizuję.

Kto, pana zdaniem, może być polskim objawieniem mundialu?

Mamy kilku graczy, którzy mogą błysnąć. Dla mnie kimś takim jest Piotrek Zieliński. My mówimy i wiemy, że jest dobry, że ma potencjał. Zgadzają się z tym w Napoli i tak samo uważa jeszcze parę osób we Włoszech. Ale Piotrek jeszcze nie ma statusu międzynarodowej gwiazdy – mistrzostwa świata to dobra impreza, by to potwierdził. Zobaczymy, jak to wykorzysta.

Zapytaliśmy Łukasza Fabiańskiego, który był na mistrzostwach świata w 2006 roku, o jakiekolwiek podobieństwa między tą, a tamtą drużyną. Powiedział: „To są dwa różne światy”. Pod każdym względem. 

Ma rację. Pod względem piłkarskim, logistycznym, organizacyjnym, no każdym – to inna rzeczywistość.

Kwestia wyboru bramkarza to największy ból głowy i serca selekcjonera?

Nie tylko Adama, moja też. Grać może jeden, a zasługują obaj. Ale co zrobić? To jedyna pozycja, na której ciężko jest zrobić zmianę w trakcie meczu. Łukasz i Wojtek są fantastyczni, Bartek Białkowski ich ubezpiecza – w ekstremalnej sytuacji też może wejść do bramki i sobie poradzi. Przed trenerem naprawdę trudna decyzja. Ale tak tym wszystkim zarządza, że właściwie do ostatniej chwili będzie trwała rywalizacja między nimi. Widzę, że obaj na tyle się znają i szanują, że – niezależnie od decyzji selekcjonera – zaakceptują ją.

Dobrze, że ten prąd podłączony jest aż tak długo? Dwa lata temu decyzja zapadła w Arłamowie, jeszcze przed wyjazdem do Francji.

Są różne szkoły: warszawska, nowosądecka i nawałkowska. Adam dobrze wybierze.

Co zrobić, żeby po turnieju któryś z zawodników nie zacytował słów Artura Boruca sprzed 12 lat: „Mistrzostwa świata są raz na cztery lata, a my je totalnie spieprzyliśmy”. 

Można nie wygrać trzech meczów, ale wrócić do domu z podniesioną głową i powiedzieć: „Daliśmy z siebie wszystko”. Po mistrzostwach w Niemczech wszyscy mieliśmy poczucie, że zawaliliśmy turniej, że można było zrobić więcej. Tu musi to inaczej wyglądać i chcemy, żeby tak było. Lepiej, żebyśmy nie musieli wracać do słów Artura.

 

 

Pana faworyci mundialu?

Najsilniejsza jest Brazylia ze względu na kulturę gry i umiejętności piłkarzy. Niemcy i Hiszpanie też mają szansę dojść daleko. W roli czarnego konia może wystąpić Francja – reprezentacja szybka, niebezpieczna, nieprzewidywalna. Tylko, czy oni potrafią być skoncentrowani przez ponad cztery tygodnie? Z tym mają zawsze problem.

Jest pan prezesem federacji hiszpańskiej, kilkadziesiąt godzin przed pierwszym meczem dowiaduje się, że selekcjoner podpisał kontrakt z klubem i po mundialu odchodzi. Co pan robi?

Zwalniam go w pięć minut. Chodzi o to, w jaki sposób wszystko się odbyło. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której informację o tym, że Adam Nawałka poprowadzi po turnieju AC Milan, przeczytałbym na Twitterze albo w mediach. Gdyby Adam chciał zostać szkoleniowcem Milanu, byłbym zadowolony, ale zrobilibyśmy to inaczej. Jeśliby przyszedł i powiedział, że po mistrzostwach odchodzi, pogratulowałbym i zorganizował wspólną konferencję prasową. Gdyby postąpił tak jak Lopetegui, nie wahałbym się ani sekundy.

Świat się zawalił dla Hiszpanów z psychologicznego punktu widzenia?

Nie. Zastąpił go asystent, Fernando Hierro, który cały czas był z zespołem. Serbowie też zmienili szkoleniowca przed barażami o mundial, Japończycy – w marcu. U nas pewnie by to trochę inaczej wyglądało, bo Adam ma charyzmę, prowadzi zespół w swój niepowtarzalny sposób. Ale my tego problemu nie mamy i mieć nie będziemy – decyduje o tym ogłada, kultura i inteligencja ludzi. U nas byłoby to niemożliwe.

Wybiera się pan na grupowy hit w Soczi Portugalia – Hiszpania?

Chciałbym, ale zobaczymy, jak to wygląda od strony proceduralnej i logistycznej. Protokół zabezpieczeń jest dość ścisły.

A pan to w ogóle denerwuje się meczem z Senegalem?

Na stadionie? Oczywiście. Wtedy żyję spotkaniem i żołądek jest przyklejony do pleców. Po kryjomu palę papierosy, ale to są inne nerwy. Mogę tylko patrzeć – na boisku człowiek biega i inaczej się czuje. Ale pamiętajmy: to tylko piłka. U progu mundialu wiem jedno: wszyscy zrobiliśmy wszystko, żeby było dobrze. Piłkarze też chcą jak najlepiej, a weryfikacja nastąpi na boisku.

Autor: 
Robert Błoński/Tomasz Włodarczyk
Źródło: 

przeglaortowy.pl

Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Potwierdź, że nie jesteś robotem:

Reklama